(foto: thebodyshop-usa.com)
Mydełko to stugramowy kwadrat. Idealnie mieści się do puszki z Lusha :) która spełnia u mnie rolę mydelniczki właśnie.
Cranberry Joy Soap pachnie bardzo przyjemnie, subtelnie, owocowo. Na froncie wytłoczony ma urzekający, romantyczny wzór ;)
Zawiera peelingujące drobinki, które delikatnie złuszczają naskórek. Nie jest to jednak efekt peelingu sensu stricte, raczej takie "wspomaganie" pomiędzy "peelingowymi dniami" ;)
Wydajność standardowa - kostka wystarczyła mi na niespełna miesiąc użytkowania do całego ciała.
Właściwości pielęgnujących prawdę mówiąc nie zauważyłam. Mydło nie pozostawia skóry napiętej, ale nawilżonej również nie. Ot, taki zwyczajny, mydlany efekt czystej skóry z lekkim uczuciem "osadu". Pomaga sowite płukanie ;)
Do zużycia zostały mi jeszcze dwie kostki z tej serii i więcej nie będzie (limitowanka jest już niedostępna). Nie spodziewam się po nich niczego innego. Zmydlę je bez przymusu, ale i bez żalu czy tęsknoty ;)
A moje ciągle czekają na swoją kolej :)))
OdpowiedzUsuńCammie, aż nie do wiary! Myślałam, że jako mydlarniany maniak zużywasz wszystko od razu ;))
OdpowiedzUsuńNiezła pasja ;D
OdpowiedzUsuńMydlany maniak połasił się najpierw na bursztynowe mydełko od Reni :)))
OdpowiedzUsuńChanel, to raczej nieodparta chęć kupowania, posiadania, testowania... :P
OdpowiedzUsuńCammie, ja zaraz połaszę się na to Twojej roboty :D
ale piękne :) aż szkoda zużywać :D
OdpowiedzUsuńtakie słodkie to mydełko, ale wiesz ja jakoś nie przepadam za mydłami w kostce.
OdpowiedzUsuńPaula, też jestem zachwycona ich designem :))
OdpowiedzUsuńYasminello, u mnie to jak wiatr zawieje - czasem wolę mydła w kostce, a czasem nie mam do nich cierpliwości i sięgam po żele ;)
Żele są bardziej praktyczne, ale który żel ma tak uroczy front;)?!
OdpowiedzUsuńśliczny dekor na mydełku, chyba schowałabym je do szafy, żeby mocniej pachniały mi ubrania, bo żal zmydlać :-)
OdpowiedzUsuń