niedziela, 6 lutego 2011

Giveaway razy trzy - gram!

Znowu jest o co grać - autorki aż trzech blogów rozdają!

(foto: mattmorgan.typepad.com)

1. Rozdanie u Ishi - do wygrania aż trzy zestawy kosmetyków! Głównie Essence, My Secret :) KLIK
2. Rozdanie u April - można złowić nagrodę główną lub nagrodę pocieszenia, obie składające się z kosmetycznego misz-maszu ;) KLIK
3. Rozdanie u Natalii - tu również dwie nagrody (podkład, mydełka, spray do włosów i wiele więcej!) KLIK

Biorę udział w wyścigu do nagród! Kto ma ochotę zrobić mi konkurencję? ;)

piątek, 4 lutego 2011

Pomidor i feta, czyli tarta ;)

Macie pomidory, fetę, ciasto francuskie, niewiele czasu i smak na coś pysznego? Jeśli tak, to mam dla Was propozycję :) Przepis odgapiony od koleżanki ;) (Freniu :))

Przygotujcie...



1 opakowanie sera feta (lub innego - ja wykorzystałam serek typu włoskiego Pilos z Lidla)
2 pomidory
2 jajka
śmietanę 18%
rolkę świeżego, niemrożonego ciasta francuskiego
opcjonalnie oliwki
bazylię / tymianek / pieprz / co kto lubi - do smaku
odrobinę margaryny

... i zróbcie ;)

Margaryną smarujemy formę do tarty, wykładamy ją ciastem francuskim (jedna warstwa). Pomidory i ser kroimy w kostkę, wrzucamy na ciasto. Dorzucamy oliwki i wszystko inne, na co tylko mamy ochotę (nie licząc czekolady ;)). Osypujemy przyprawami. W garnuszku mieszamy jajka ze śmietanką - w sumie powinno wyjść około pół szklanki w miarę jednolitego płynu. Zalewamy misz-masz.
 


Wrzucamy do piekarnika - 180 stopni C na termoobiegu, czas pieczenia - około 25-30 minut.
Wyjmujemy, lekko chłodzimy i... jemy! :)

 

Pyszne, lekkie, zdrowe, idealne na wypadek wizyty niezapowiedzianych gości :) Smacznego!


PS. Właśnie rozpoczynam sesję, jutro pierwsze egzaminy... więc w ramach ucieczki od nauki postanowiłam odmienić bloga ;) Teraz jest bardziej wiosenny, bo ja z utęsknieniem na tę wiosnę czekam... Byle do marca!

czwartek, 3 lutego 2011

Słona słodycz...

Wyobrażacie sobie perfumy, w których pomiędzy słodkimi, otulającymi nutami da się wyczuć wyraźny akord soli? Mnie było ciężko... aż do pierwszego spotkania z tą niesamowitą kompozycją. Jeden psik, nos zbliżony do nadgarstka i nagle znalazłam się na dnie morza, otoczona bogatą rafą koralową oświetloną światłem słonecznym. Tak jest za każdym razem, kiedy skrapiam skórę zapachem "L" od Lolity Lempickiej...

(foto: parfumslolitalempicka.com)

Sądząc po (nota bene pięknym) plakacie reklamowym "L", właśnie taki był zamysł jej twórców:


(foto: melastardu13.centerblog.net)


Zapach wierny wspomnieniu o skórze delikatnie dotkniętej przez słońce i lekko muśniętej przez fale. Pozostawia smak soli na ustach... Zamyka w sobie morze i Syrenę jako jego jedyną kochankę. Niebezpiecznie kobieca, piękna i dzika, wydaje się oddawać kapryśnym falom. Flakon w kształcie serca jest klejnotem uchwyconym w sieć utkaną ze złotej nici, skarbem w kolorze akwamaryny ukształtowanym przez fale. Ozdobiony kryształowo-złotym korkiem, chroniącym drogocenne wspomnienia z głębin morza, niczym skarby schwytane w sieć: perłową wodę, rozgwiazdę i inicjał inkrustowany perłami...




"L" de Lolita to zapach niesamowicie kobiecy, zmysłowy, przywodzący na myśl pożądanie. Jest niczym skarb znaleziony na dnie oceanu. Ciepły, orientalny, jedyny w swoim rodzaju. Słodki, ale nie oczywisty. Nuta soli morskiej łamie standardy, niezmiennie zadziwia i zachwyca. "L" niesie ze sobą woń wanilii, egzotycznego drewna i korzenne akcenty.


Nuty zapachowe:
- serca: bergamotka, gorzka pomarańcza
- głowy: cynamon, piżmo, kwiat nieśmiertelnika
- bazy: wanilia, drzewo sandałowe, tonka.


"L" to dla mnie wyraz nostalgii za egzotycznymi wakacjami. Słodko-słony otulacz na jesienno-zimowe dni i noce. Ogromny plus za trwałość - zapach wyczuwam przy skórze nawet po ośmiu godzinach od użycia. Kolejna seria braw za cudowny flakonik. Niemal (ale jednak nie) kiczowaty, kojarzący się z tym samym, z czym kojarzy się jego zawartość. Piękny!


"L"de Lolita to miłość od pierwszego niuchnięcia. Żadna przelotna miłostka, żadne zauroczenie... MIŁOŚĆ. Gości u mnie od kilku miesięcy i jestem pewna, że nie opuści mnie przez najbliższe lata. Pierwsza buteleczka L-ki powoli pokazuje dno. Na szczęście wczoraj pocztą dotarł do mnie nowy, pełny, cudowny flakonik...





Pochwalę się, że nowa buteleczka 50 ml kosztowała mnie jedynie 32 złote, licząc już z kosztem przesyłki! Zawdzięczam to wspaniałej wizażowej koleżance, która w grudniowym konkursie perfumerii TagoMago (KLIK) przeprowadzanym na Facebooku wygrała dla mnie bon o wartości 100 złotych! Asiu, dziękuję! :* i służę dziękczynną odlewką :)


Czy dla Was L de Lolita również oznacza skok we wzburzone morskie fale, skórę ogrzaną słońcem i pucharek lodów waniliowych oprószonych cynamonem...?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...