Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2014

Niezmiennie :) *Krem do rąk The Secret Soap Store*

Kiedy właścicielka sklepu Pachnąca Wanna (KLIK) dała mi możliwość wyboru pięciu kosmetyków które chciałabym przetestować, cztery z nich wybrałam pchana ciekawością, a piąty ... z premedytacją ;) Wykorzystując okazję skusiłam się na tubkę kremu do rąk The Secret Soap Store, mimo, że ten produkt jest mi doskonale znany. Stwierdziłam bowiem, że koniecznie muszę Wam o nim przypomnieć :)


Ostatnio pisałam o tym kosmetyku mniej więcej dwa lata temu (KLIK). Podtrzymuję wszystkie swoje słowa! Od tamtej pory jestem mu wierna :) Zdarza mi się używać kremów innych marek, bo oferta w tym segmencie bardzo kusi, ale mimo wszystko zawsze mam pod ręką tubkę TSSS. To jedyny krem, który potrafi skutecznie wyciągnąć moje ręce z zimowych tarapatów. Dzięki niemu sucha, szorstka, zaczerwieniona, pękająca skóra dłoni szybko przestaje być moim problemem. To z pewnością zasługa zawartości aż 20% certyfikowanego masła shea.


Tym razem zdecydowałam się na wariant o zapachu trawy cytrynowej. Dla mnie pachnie po prostu jak cytryna, niestety lekko chemiczna. Obecnie kończę tubkę kremu TSSS o zapachu wanilii, którą dostałam od świętego Mikołaja ;) Aromat jest oczywiście waniliowy, słodki, ale nie przytłaczający. Kiedy smaruję dłonie tym kremem otoczenie często ma skojarzenie z budyniowym ciastkiem ;) Jednak moim ulubionym wariantem niezmiennie jest Pomarańcza - słodki, cytrusowy zapach podbił moje serce. Zużyłam chyba ze cztery tubki! Z sześciu dostępnych opcji zapachowych (KLIK) kusi mnie jeszcze Porzeczka, której z pewnością ulegnę przy okazji kolejnych zakupów :) W/w kremy oprócz zapachu nie różnią się niczym istotnym, składy są niemal identyczne. 

Za 20 złotych, które trzeba wydać na tubkę kremu The Secret Soap Store otrzymujemy 70 ml wydajnego, doskonałego jakościowo kosmetyku do pielęgnacji dłoni. Ja niezmiennie jestem na tak. Coś mi mówi, że będę mu wierna do grobowej deski :))

sobota, 8 lutego 2014

Z braku laku ;) *Odżywczy krem nawilżający Oeparol*

W swojej niedawnej recenzji dotyczącej odżywczego kremu półtłustego do twarzy Soraya (KLIK) zdradziłam Wam, że aktualnie używam kremu, który w porównaniu z mazidłem w/w marki wypada raczej blado. Miałam na myśli odżywczy krem nawilżający Oeparol, który zużyłam już niemal do dna. 


Kupiłam go w aptece za około 15 złotych, skuszona pozytywnym wspomnieniem jakie pozostawił po sobie łagodny tonik z olejem z nasion wiesiołka Oeparol, którego kiedyś używałam.

Krem intensywnie nawilża i wzmacnia skórę dzięki zawartości kompleksu HialuRose - unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka, bogatego w kwasy omega-6. Kwas hialuronowy w połączeniu z kwasami omega-6 tworzy na skórze nawilżający film ochronny i zatrzymuje wodę w naskórku. Doskonale nawilżona skóra staje się mniej podatna na podrażnienia i odzyskuje sprężystość i jędrność. Olej sojowy wspomaga barierę lipidową skóry i natłuszcza ją, a zawarte w kremie masło Shea regeneruje osłabiony naskórek, czyniąc skórę delikatną i elastyczną. Zastosowane w kremie składniki regulują proces złuszczania naskórka pozostawiając skórę gładką i miękką.


Wstęp mógłby sugerować, że to kiepski kosmetyk, a tak nie jest. W mojej ocenie wypada dużo gorzej niż odżywczy krem półtłusty Soraya, który po prostu bardziej mi pasował, ale generalnie to całkiem przyzwoity produkt. Polecę go jednak tylko do cer młodych, bezproblemowych, które potrzebują jedynie doraźnego nawilżenia, bo niestety - krem Oeparol nie daje niczego poza chwilowym komfortem. Ze względu na swoją śliską konsystencję łatwo sunie po skórze podczas aplikacji. Nawilża, szybko się wchłania i dobrze współpracuje z makijażem. Nie zauważyłam odżywienia, zmiękczenia czy wygładzenia skóry, o którym wspomina producent. Moja cera nie należy do wymagających, więc uznałam, że "z braku laku" mogę zużyć Oeparol do końca, ale z pewnością nie kupię go ponownie. Z racji wieku od kremu oczekuję już czegoś więcej. Wolę te o treściwszej konsystencji, odczuwalnie odżywiające i uelastyczniające skórę twarzy. I te zamknięte w ładnych, szklanych opakowaniach, które umożliwiają kontrolowanie ilości produktu - pod tym względem krem Oeparol tkwiący w brzydkim, plastikowym i nieprzezroczystym słoiczku znowu u mnie przegrywa. Możliwe, że wkrótce wrócę do produktu Soraya, chyba, że polecicie mi inny krem, który ma szansę wpasować się w moje preferencje. Jakieś typy? :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Miłe zaskoczenie :)

Kiedy kilka tygodni temu, potrzebując kremu do twarzy stanęłam przed sklepową półką stwierdziłam, że wśród drogeryjnych mazideł nie mam swojego ulubieńca i chętnie przetestuję coś nowego. Wybór był ogromny, a ja sugerowałam się właściwie tylko wyglądem opakowania, typem kremu i ceną ;) Tym sposobem w moim koszyku znalazł się odżywczy krem półtłusty Soraya z olejem z amarantusa.

















Został stworzony z myślą o kobietach, które oczekują od codziennej pielęgnacji regeneracji, zmiękczenia naskórka oraz poprawy elastyczności skóry. Dzięki bogatej konsystencji i odżywczym składnikom krem świetnie sprawdza się w przypadku cery suchej. Jego wyjątkowa formuła obdarza cerę aksamitną gładkością i komfortem, zmniejsza szorstkość, sprawia, że skóra jest miękka i wygląda zdrowo.


Od początku istnienia marki Soraya byłam do niej uprzedzona, coś mnie raziło w tych wszystkich reklamach - zupełnie nie wiem dlaczego. Jednak ten krem wpadł mi w oko na tyle, że postanowiłam się przemóc. Dobrze się stało! Spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie :) 

Zacznę od wad, bo to pójdzie mi szybko. Otóż... wad nie stwierdzono ;))) Mogłabym przyczepić się do długiego, typowo drogeryjnego składu, ale nie zrobię tego z trzech powodów. Po pierwsze: krem świetnie działa na moją cerę właśnie dzięki temu, że zawiera takie a  nie inne składniki. Po drugie: oleje i ekstrakty są w nim dość wysoko umiejscowione. Po trzecie: odkąd naturalna pielęgnacja zafundowała mi więcej szkody niż pożytku przestałam czepiać się tych niezbyt idealnych składów.

Lista zalet będzie zdecydowanie dłuższa ;) Wybrałam krem oznaczony jako "półtłusty" i "odżywczy", żeby lepiej ochronić cerę przed niskimi temperaturami. I on rzeczywiście właśnie taki jest :) Treściwy, ale nie przesadnie ciężki (z pewnością nie aż tak jak krem Nivea z granatowej puszki), aksamitny, bardzo kremowy. Producent nie kłamał! Ten kosmetyk faktycznie sprawiał, że moja cera była wyraźnie odżywiona, nawilżona i elastyczna. Dawał mi uczucie komfortu na wiele godzin. Mimo bogatej formuły wchłaniał się w stu procentach, nie pozostawiając na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy. Świetnie nadawał się pod makijaż. Był wydajny. Miał nienachalny, przyjemny zapach. Piszę w czasie przeszłym, bo jak widać na zdjęciach, po kremie zostało mi już tylko opakowanie ;) Zużyłam do dna i z pewnością sięgnę po kolejny słoiczek. Słoiczek swoją drogą bardzo ładny, dość ciężki, poręczny, zakończony plastikową zakrętką. 


Za 50 ml kremu musimy zapłacić ok. 15 złotych. Bardzo przyzwoita cena, zwłaszcza przez wzgląd na jakość otrzymywanego produktu. Zdradzę Wam, że mazidło którego używam obecnie do pięt mu nie dorasta. Chcecie recenzję? ;)

Dajcie znać, czy macie swoich ulubieńców wśród drogeryjnych kremów do twarzy :) A może wcale ich nie używacie? Jak nawilżacie cerę zimą? Pogadajmy :)

środa, 23 października 2013

Zgodnie z oczekiwaniami

Mam wrażenie, że dobór kremów do twarzy ostatnio jest u mnie dziełem przypadku. Nie analizuję składów, nie wczytuję się w recenzje przed zakupem... Po prostu podchodzę do drogeryjnej półki i zgarniam z niej krem, który według deklaracji producenta odpowiada moim potrzebom (zazwyczaj szukam kremów odżywczych, półtłustych), podoba mi się wizualnie i nie rujnuje portfela. Póki co dobrze na tym wychodzę, ale w przyszłości chyba muszę podejść do tematu w bardziej świadomy i przemyślany sposób. Powoli zbliżam się do trzydziestki, więc to dobry czas żeby intensywniej zadbać o młody wygląd cery. Tymczasem przedstawiam Wam jeden z kremów, który kupiłam właśnie tak o, bo po prostu wydał mi się w porządku: krem wygładzająco-odżywczy Lirene. Skusił mnie przede wszystkim zawartością olejku migdałowego (zapewne znikomą, ale zawsze coś), który w czystej postaci bardzo służy mojej cerze, a także całkiem przyjemną dla oka szatą graficzną i niską ceną (ok. 13 zł za 50 ml).





Producent oczywiście obiecuje nam cuda. Długotrwałe nawilżenie, ceramidowe odżywienie, uelastycznienie skóry, wygładzenie zmarszczek, opóźnienie procesów starzenia... Taaa, jasne ;) Nawet nie śmiałabym oczekiwać takich rzeczy od drogeryjnego kremu za kilkanaście złotych. Spodziewałam się po nim jedynie doraźnego nawilżenia mojej niewymagającej cery. Temu na szczęście sprostał ;)


Ot, po prostu zwyczajny krem do codziennego stosowania dla skóry bez problemów. Z uwagi na dość lekką, ale nie wodnistą konsystencję i ładny, kwiatowy zapach używało się go całkiem przyjemnie. Opakowanie 50 ml wystarczyło mi na około miesiąc (nakładałam go na buzię 2 razy dziennie).



Mimo, że nie zrobił mi żadnej krzywdy i w gruncie rzeczy mnie nie rozczarował, to na pewno nie kupię go ponownie. Ma silną konkurencję w swojej przeciętnej kategorii ;) Jeśli podobnie jak ja szukacie zwykłego, codziennego nawilżacza, to polecam Wam krem Lirene, ale ostrzegam - fajerwerków nie będzie.

Jak Wy wybieracie kremy do twarzy? Kupujecie je w sposób przemyślany, czy decydujecie dopiero podczas wizyty w sklepie? Jaki jest Wasz ulubiony krem?

niedziela, 13 stycznia 2013

Pozdrowienia z Rosji ;)

Kiedy swego czasu robiłam zakupy w sklepie Kalina (KLIK) oferującym rosyjskie kosmetyki, do koszyka wpadł mi między innymi organiczny krem do twarzy Natura Siberica (KLIK), przeznaczony dla cery mieszanej i tłustej.

NATURA SIBERICA…

Na Syberii i Dalekim Wschodzie zachowały się rezerwaty naturalne z unikatową roślinnością. Trawy, zioła, owoce, krzewy rosną tu swobodnie i obficie. Otaczający je surowy klimat sprawia, że posiadają one unikatowe właściwości, które są ich potężnym potencjałem. Żeby jak najkorzystniej wykorzystać ten potencjał firma NATURA SIBERICA stosuje minimum sztucznych dodatków, a maksimum naturalnych, zdrowych, nieszkodliwych składników. Dzięki temu każdy kosmetyk posiada unikatowe właściwości, a jego proces produkcji jest dokładnie kontrolowany.

NATURA SIBERICA to niezwykłe kosmetyki pielęgnacyjne. To pierwsza w Rosji organiczna kosmetyka, której stosowanie przynosi prawdziwe rezultaty.


Matujący krem na dzień dla cery tłustej i mieszanej na bazie Sofory Japońskiej pozwala zachować skórze świeżość w ciągu całego dnia, ograniczając wytwarzanie tłustej warstwy na skórze.

Ekstrakt z Sofory Japońskiej zawiera witaminę P (rutyna) dzięki czemu wzmacnia skórę, przyspiesza procesy jej regeneracji, reguluje gospodarką lipidową skóry. Naturalne fitopeptydy stymulują syntezę kolagenu. Czynnik SPF-15 chroni skórę przed oddziaływaniem promieni słonecznych. Ekstrakty z nagietka i rumianku doskonale nawilżają i uspokajają skórę.

Skład: Aqua with infusions of natural certified extracts: Sophora Japonica, Rubia Cordifolia, Cnidium Davuricum, Dicaprylyl Ether, Glycerin, Titanium Dioxide, Glyceryl Stearate, Avena Sativa Oat Peptids, Certyfikowany Organiczny Ekstrakt: Chamomilla Recutita, Spirae Ulmaria, Tocopherol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Sodium Hyaluronate, Melia Azadirachta Leaf Extract, Arctium Lappa Root Extract, Lecithin, Bisabolol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum.


Kosmetyk zamknięty jest w nieprzezroczystym opakowaniu z pompką typu airless - uwielbiam to higieniczne, ułatwiające aplikację rozwiązanie. Po jej naciśnięciu oczom ukazuje się jasnożółty, treściwy, gęsty krem:


Jego zapach jest bardzo przyjemny, lekko kwiatowy i nienachalny. Wyczuwam go jedynie podczas aplikacji. 

W mojej ocenie krem jest bardzo poprawny ... i nic więcej. Muszę przyznać, że rzeczywiście spełnia obietnice producenta - matuje cerę i lekko przedłuża jej świeży wygląd. Niestety nie daje mi pełnego komfortu, którego oczekuję od kremu do twarzy. Tuż po jego użyciu mam uczucie lekkiego napięcia  i "nawoskowania" cery, zupełnie jakby kosmetyk pozostał na jej powierzchni. Nie ma to nic wspólnego z odżywieniem czy nawilżeniem. Na szczęście już po chwili owo uczucie znika. Krem wchłania się pozostawiając twarz gładką i matową. Stanowi bardzo dobrą bazę pod makijaż. Zawiera filtr przeciwsłoneczny. 

Niby sporo plusów, ale jednak nie potrafię wybaczyć mu tego uczucia, które kojarzy mi się z nasmarowaniem twarzy świeczką ;) Niestety nie jest to krem odpowiedni nawet dla mojej niewymagającej, normalnej cery. Tak jak napisałam na początku - jest poprawny. Nie krzywdzi, ale też nie zachwyca. Zużyłam go do dna, lecz na pewno nie sięgnę po kolejne opakowanie. Testy polecam wyłącznie osobom, które oczekują od kremu do twarzy głównie matowienia.

Pojemność opakowania: 50 ml.
Cena: 28 zł + koszty przesyłki.

Znacie kremy do twarzy Natura Siberica? Jakie są Wasze doświadczenia i uwagi z nimi związane?

piątek, 1 czerwca 2012

Miód lipowy ... w tubce :)

O moim zamiłowaniu do kosmetyków Sanoflore (KLIK) pisałam Wam już nie raz :) TUTAJ opowiedziałam Wam co nieco o filozofii marki, TUTAJ chwaliłam nektar nawilżający, a TUTAJ zachwycałam się kremem i żelem z gamy przeciw niedoskonałościom. Nic dziwnego, że dwa miesiące temu kupiłam kolejne produkty (KLIK) :) Do koszyka trafiły znane mi już: krem przeciw niedoskonałościom i nektar nawilżający, a także maska oczyszczająca i lekki miodowy krem do twarzy (KLIK). Ten ostatni przeszedł już przez fazę testów. Pora na osąd ;)


Lekki miodowy krem do twarzy Sanoflore zawiera olejek eteryczny z Czystka Bio o właściwościach regenerujących wykazanych w teście in vitro. Pozyskiwany poprzez destylację parą wodną, by zachować wszystkie jego właściowości. Umożliwia odnowę lipidów skóry, dzięki czemu skóra staje się silniejsza. Formuła wzbogacona o Miód Lipowy Bio, znany ze swoich właściwości kojących i antyoksydacyjnych, regeneruje skórę, zapobiegając uczuciu ściągniecia i dyskomfortu. Skóra jest nawilżona, a bariera lipidowa skóry wzmocniona. Magiczna kombinacja Masła Karite Bio bogatego w niezbędne kwasy tłuszczowe z olejem roślinnym z Moreli Bio nawilżającym głęboko naskórek, sprawi, że Twój skóra będzie elastyczna i miękka. Zapach kwiatowy z nutami lipy i akacji oraz jedwabiście wtapiająca się konsystenja sprawi, że odżywianie Twojej skóry będzie dla Ciebie czystą przyjemnością.

(sanoflore.net)


Krem przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej oraz normalnej z okazjonalnym problemem suchości (czyli takiej jak moja :)). Swój egzemplarz kupiłam w aptece E-Farm.pl za niespełna 54 złote (KLIK). Cena jest wysoka, ale doświadczona świetną jakością kosmetyków Sanoflore nie zawahałam się przed zakupem.

Skład:


Kosmetyk zamknięty jest w eleganckiej, solidnie wykonanej tubce o pojemności 40 ml. Płaskie zamknięcie umożliwia stawianie opakowania "na głowie", a precyzyjny dozownik pozwala wydobyć pożądaną ilość produktu. 

Krem ma postać lekkiej, nieco lejącej emulsji.


Pachnie nienachalnie, lekko słodko, zupełnie jak ... rozcieńczony miód kwiatowy :) Lubię to! Zwłaszcza, że zapach szybko znika ze skóry ;)

Ogromny plus za wydajność. By dokładnie nasmarować całą twarz i szyję wystarczy ilość wielkości ziarnka grochu. W obliczu tak dobrej wydajności cena przestaje przerażać.

Krem ze względu na swoją lekką konsystencję bardzo łatwo rozprowadza się po skórze. Co zaskakujące, mimo wszystko jest treściwy i odżywczy. Tuż po aplikacji pozostawia na cerze cienką, ochronną warstewkę, jednak już po kilku minutach ulega całkowitemu wchłonięciu. Dzięki temu doskonale nadaje się pod makijaż :)

Czy muszę dodawać, że ten kosmetyk również ma Ecocert? ;)

Nie zauważyłam, żeby miodowy krem Sanoflore w jakikolwiek sposób działał ponad normę - ani nie szkodzi, ani nie czyni cudów ;) (które krem z gamy przeciw niedoskonałościom czyni, a i owszem!). Po prostu działa, skutecznie odżywiając i pielęgnując cerę narażoną na przesuszenie (wysokie temperatury, klimatyzacja, ogrzewanie itp.). Jestem bardzo zadowolona z zakupu, jednak raczej go nie powtórzę - w ofercie Sanoflore są produkty, które służą mi jeszcze lepiej niż ten :) Mimo to uważam, że lekki miodowy krem to świetny kosmetyk, który ma szansę dołączyć do kosmetycznego niezbędnika wielu z Was :)

**********************************************************************************************

PS. W temacie mojej poprzedniej notki ... Dostałam pracę :))))

poniedziałek, 12 marca 2012

Lepiej zapobiegać... :)

Przyznaję bez bicia: krem pod oczy to jeden z niewielu kosmetyków, do których nie mam serca. Kupuję, używam przez kilka dni, potem zapominam. Z lenistwa, dla wygody, bo nie czuję potrzeby ani nie widzę różnicy. Historia zazwyczaj kończy się na etapie kosza na śmieci. Jakiś czas temu (po raz kolejny) obiecałam sobie poprawę. W końcu mam już 25 lat i zerową ochotę na zmarszczki... Postanowienie zaowocowało zakupem kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy z ekstraktem z dzikiej róży marki Alterra :)


Krem pod oczy Alterra został opracowany specjalnie dla potrzeb młodej i wymagającej skóry. Starannie dobrany zestaw substancji aktywnych oraz zawartość oleju arganowego i masła shea rozpieszczają i regenerują wyjątkowo delikatną skórę wokół oczu. Olej z dzikiej róży w połączeniu z ekstraktem z winogron, oliwą z oliwek i olejem sojowym wygładza i nawilża delikatną skórę pof oczami. Ceramidy, naturalny koenzym Q10 oraz kwas hialuronowy chronią skórę przed niekorzystnym działaniem wolnych rodników oraz przeciwdziałają jej przedwczesnemu starzeniu się dzięki czemu skóra wokół oczu ma jednolity koloryt i jest pełna blasku. Przy regularnym stosowaniu preparatu skóra staje się wyraźnie nawilżona, a jej struktura sprawia wrażenie gładkiej i jednolitej a zmarszczki ulegają widocznemu spłyceniu. 

Gwarantowane cechy produktu:
- nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących, silikonów, parafin i innych związków olejów mineralnych,
- tam, gdzie to tylko możliwe, zastosowane składniki roślinne pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie, 
- nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego (produkt wegański).

Stosowanie: po oczyszczeniu delikatnie wklepywać niewielką ilość kremu w skórę wokół oczu.



Krem z ekstraktem z dzikiej róży zamknięty jest w zgrabnej tubce o pojemności 15 ml. Zapłaciłam za niego ok. 12 złotych. Ma rzadką konsystencję, która przekłada się na ogromną wydajność produktu. Podczas rozsmarowywania staje się wręcz wodnisty. Pachnie dość intensywnie, kwiatowo - na szczęście zapach ulatnia się tuż po aplikacji i nie wywołuje żadnych podrażnień. Ufam, że ta woń to zasługa naturalnych ekstraktów, a nie sztucznych ulepszaczy.

Stosuję ten preparat od dwóch miesięcy - dzielnie, regularnie, zawsze rano, czasami również wieczorem. Wystarczy minimalna ilość, żeby nawilżyć skórę wokół oczu. Krem potrzebuje kilku minut, żeby dobrze się wchłonąć. Przyznaję, że czasem mnie to do niego zniechęca... Jak każdy, rano zazwyczaj się spieszę. W dodatku kosmetyk nie wchłania się stuprocentowo - pozostawia na skórze delikatną, cienką warstewkę. To mi akurat nie przeszkadza. Owa warstewka stanowi dobrą bazę pod korektor i podkład. Co z nawilżaniem okolic oczu? Kolokwialnie stwierdzę, że szału nie ma ;) Owszem, nawilżanie jest, ale oceniam je jako średnie w kierunku słabego. Działania przeciwzmarszczkowego nie odnotowałam. Powodów może być wiele: zbyt krótko używam tego kosmetyku, nie mam jeszcze wyraźnych zmarszczek, moje oko nie dostrzega spłycenia zmarszczek mimicznych o jedną setną, ... ;) Myślę, że efekty działania kremów przeznaczonych do pielęgnacji okolic oczu można oceniać dopiero po latach. 

Wierzę, że warto dbać o tę cienką i wrażliwą skórę, której kondycja w dużej mierze decyduje o ogólnym wyglądzie twarzy. Niemniej jednak krem Alterry z wyciągiem z dzikiej róży polecam jedynie dziewczynom bardzo młodym. Ten kosmetyk pomoże im wyrobić sobie nawyk codziennego sięgania po mazidło do okolic oczu, przy okazji delikatnie pielęgnując skórę. Lepiej zapobiegać niż leczyć! Ja niestety potrzebuję już czegoś treściwszego. Może wersja z orchideą? :)

Znacie kremy pod oczy marki Alterra? Co o nich sądzicie? A może macie swojego podocznego ulubieńca wśród produktów innych marek? Mam nadzieję, że polecicie krem idealny dla leniwej 25-latki z niewymagającą cerą pragnącej zapobiegać zmarszczkom póki czas! To prawdopodobnie ostatni dzwonek na podjęcie działań prewencyjnych, więc tym bardziej liczę na Was :))

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Absolutny hit!

To dzisiaj: wieczór rolnika. W końcu wszechstronne zadbanie o siebie to prawdziwa orka na ugorze ;)) Wizyta na basenie i w saunie, kąpiel, peeling, oliwkowanie ciała, olejowanie włosów, pielęgnacja dłoni... Podczas wykonywania ostatniego z zabiegów stwierdziłam, że już dzisiaj muszę napisać Wam o genialnym kosmetyku. Takie cudo musi zostać szybko odkryte :)) Pamiętacie mój gwiazdkowy prezent od marki The Secret Soap Store? (KLIK) Dostałam zestaw kosmetyków pachnących moją ukochaną słodką pomarańczą. Testy rozpoczęłam natychmiast! Równie szybko zdążyłam zakochać się w kremie do rąk :))


Jak mówi producent, ten krem do rąk z dwudziestoprocentową zawartością masła Shea to znakomity kosmetyk do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry. Ja posiadam wersję wzbogaconą nutami zapachowymi słodkiej pomarańczy i naturalnymi kwasami owocowymi, dzięki którym krem działa na skórę lekko wybielająco.



Krem zamknięty jest w ekologicznej, aluminiowej, dość miękkiej tubce, z której bez problemu można wycisnąć sto procent produktu. Mimo to tubka jest solidna - od trzech tygodni nieustannie noszę ją w torebce (w której jest dużo wszystkiego ;)) i stwierdzam, że nie uległa absolutnie żadnym uszkodzeniom.


Ujście tubki było fabrycznie zabezpieczone, dzięki czemu wiem, że nikt wcześniej nie testował mojego kremu. Na plus!


Sam kosmetyk jest po prostu fantastyczny :) Gęsty, treściwy (a to za sprawą wysokiej, bo aż 20% zawartości certyfikowanego EcoCertem masła Shea). Mimo swojej formuły świetnie się rozprowadza, nie jest tępy. Wchłanianie - jak na tak bogatą treść - jest zaskakująco dobre. Krem pozostawia na skórze cieniutki, gładki, nieklejący film, który pozwala zachować komfort na dłużej. Długotrwale odżywia i nawilża suchą skórę dłoni - a z taką właśnie się borykam, odkąd temperatury spadły poniżej 10 stopni C. Dodam, że obecnie mam na dłoniach kilka solidnych zadrapań (mój kot jednoznacznie dał mi do zrozumienia, że nie przepada za weterynarzem...) - krem The Secret Soap Store w żaden sposób ich nie podrażnił, nie wywołał pieczenia czy bólu. Zbawienne działanie i słodki zapach tego kosmetyku są wyczuwalne nawet po umyciu rąk! Na początku myślałam, że to moje złudzenie, ale moja przyjaciółka stwierdziła to samo :) Dłonie nawet po solidnym umyciu mydłem wciąż są odżywione i pachnące słodką pomarańczą :) Właściwości rozjaśniających nie zauważyłam. Albo zbyt krótko używam tego kremu, albo wspomniane przez producenta wybielanie jest bardzo subtelne :)

To chyba pierwszy krem do rąk, który zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie. Nie dość, że świetny jakościowo, idealny dla przesuszonej skóry dłoni, działający intensywnie i długotrwale, to jeszcze wydajny, ekologiczny, nietestowany na zwierzętach i cudownie pachnący :)) Cenę uważam za niewygórowaną - za 70 ml produktu trzeba zapłacić ok. 18 złotych. Warto! Niniejszym ogłaszam, że krem do rąk The Secret Soap Store o zapachu słodkiej pomarańczy to mój absolutny hit :))

wtorek, 11 października 2011

Ranking :)

Właśnie mijają dwa miesiące, odkąd zaczęłam testować nową linię mazideł do twarzy Olay - Active Hydrating. Przypominam, że do wypróbowania otrzymałam:




- krem nawilżający na dzień do skóry wrażliwej,
- krem nawilżający na dzień do skóry normalnej / suchej,
- hydrożel nawilżający na dzień do skóry tłustej / mieszanej,
- krem nawilżający na noc do skóry normalnej / suchej / mieszanej,
- emulsja nawilżająca do skóry normalnej / mieszanej.

Zapraszam Was na stronę producenta: KLIK. 

W ciągu wspomnianych wyżej dwóch miesięcy zdążyłam wyrobić sobie opinię na temat tych produktów. Każdego z nich używałam przez około 2 tygodnie. Nie jest to niestety stuprocentowo miarodajna długość testów, jednak w tym czasie uważnie obserwowałam reakcje swojej skóry i już wiem to, co najistotniejsze :)

Muszę dodać, że kosmetyki oceniać będę z własnej perspektywy, jako posiadaczka cery normalnej / mieszanej, raczej bezproblemowej, bez skłonności do alergii, reagującej zmianami skórnymi tylko sporadycznie, w wyniku zmian klimatu / pielęgnacji itp.

Pora na krótkie i rzeczowe recenzje! Pięć kosmetyków, pięć miejsc w hierarchii. Po przemyśleniu wyników testów ułożyłam swój prywatny ranking mazideł Olay Active Hydrating. Zacznijmy od najsłabszego ogniwa...

Miejsce 5. - Hydrożel nawilżający na dzień.

Przezroczysty, o lekkiej konsystencji, idealnie się wchłania nie pozostawiając wyczuwalnej warstwy na skórze, nie blokuje porów. Szczególnie zalecany do skóry przetłuszczającej się. Zawiera glicerynę i witaminę B5.


Byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formułą "kremu". Jako, że marka Olay przysłała mi paczkę podczas jednego z gorących, sierpniowych tygodni, to właśnie od lekkiego hydrożelu rozpoczęłam testy. Wydał mi się propozycją idealną na lato.


Pierwszy kontakt z produktem Olay i... taki zawód! Bardzo się z tym kosmetykiem nie polubiliśmy... Nawilżanie oceniam jako niemal zerowe (a przypominam, że moja normalna / mieszana cera nie potrzebuje ponadprzeciętnych nawilżaczy). Hydrożel szybko się wchłania i rzeczywiście nie pozostawia na skórze wyczuwalnej warstwy. Jednak wewnątrz skóry też nic nie pozostawia. To jak smarowanie się wodą. Mało tego! Po kilku dniach używania hydrożelu moja bezproblemowa na ogół cera zareagowała wysypem... Po odstawieniu stan mojej skóry momentalnie uległ poprawie. Powtórzyłam test i tym samym zafundowałam sobie powtórkę z rozrywki. Kosmetyk poszedł w inne ręce. Chcecie poznać jego losy? Już mówię: moją przyjaciółkę uczulił (skarżyła się na pieczenie skóry wokół ust), jej mamę wysuszył, natomiast zadowolił dopiero jej nastoletnią siostrę o idealnej cerze i niewielkich pielęgnacyjnych potrzebach. Dla mnie - kit.

Miejsce 4. - Krem nawilżający na dzień - skóra normalna / sucha.

„Szklanka wody” dla skóry, zawiera glicerynę i wazelinę. Krem wnika w skórę chroniąc ją przed utratą naturalnego nawodnienia i ulepszając jej umiejętność utrzymania nawilżenia.


Całkiem niezły, przyjemny krem na dzień. Nawilżenie nie jest rewelacyjne (hasło "szklanka wody" uważam za przesadzone), ale jak dla mnie - wystarczy :) Kosmetyk bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze filmu, lekko ją matuje. Jedno, co mi w nim przeszkadza, to zapach - lekko pudrowy (kojarzy mi się z zapachem różowej oliwki dla niemowląt J&J), nieco za mocny. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze. Tak czy owak krem zużyję do końca :) 

Miejsce 3. - Krem nawilżający na noc.

Prawdziwy “dzbanek wody” dla spragnionej skóry. Zawiera dużą dawkę gliceryny. Krem pobudza naturalne procesy regeneracyjne naskórka, stopniowo uzupełniając ochronny płaszcz wodno-lipidowy, a także zwiększa zdolność skóry do utrzymania nawilżenia przez dłuższy czas.


Tam szklanka, tu dzbanek... ;) Nie zgadzam się z tym. Niemniej jednak krem na noc Olay Active Hydrating uważam za produkt całkiem przyzwoity. 


Co ciekawe, według mnie nie różni się niczym od zajmującego 4. miejsce kremu na dzień do cery normalnej i suchej. Ma ten sam zapach, wygląd, konsystencję i właściwie również działanie. Polecam osobom młodym, posiadającym niewymagającą cerę. Krem zapewnia skórze odprężenie i lekkie nawilżenie, jednak o dogłębnym odżywieniu czy regeneracji raczej nie ma mowy.

Miejsce 2. - Nawilżająca emulsja na dzień.

Nowa, ulepszona formuła Beauty Fluid – pierwszego produktu OLAY, stanowiącego serce marki. Zawiera glicerynę, wazelinę i oleje mineralne. Unikalna formuła działa jak nośnik, dostarczając skórze aktywne składniki odżywczo-nawadniające i chroniące ją przed utratą naturalnego nawilżenia. Emulsja ma wyjątkowo lekką konsystencję, więc szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy, by skóra mogła naturalnie oddychać, dlatego jest idealna pod makijaż.


Coś innego! 100 ml, czyli pojemność dwa razy większa niż ta oferowana w przypadku kremów. Wygodna, higieniczna w stosowaniu buteleczka z dozownikiem zamiast słoiczka.


Zapach słabszy, przyjemniejszy niż w przypadku kremów. Konsystencja lżejsza, bardziej wodnista. Znakomita wydajność - wystarczy ilość wielkości monety dziesięciogroszowej, by nasmarować całą buzię. Wchłanianie natychmiastowe. Nawilżenie - wystarczające, w sam raz na letnie dni. Na zimę będzie zbyt delikatne.


Na ciepłe / gorące dni, dla osób posiadających niezbyt wymagającą cerę - zdecydowanie polecam.

Miejsce 1. - Krem nawilżający na dzień - skóra wrażliwa.

Nie zawiera składników zapachowych i barwników; odpowiednie nawilżenie naskórka powoduje usprawnienie funkcji obronnych skóry. 


Mój faworyt! Na pierwszy rzut oka widać dlaczego :) Ten krem - jako jedyny kosmetyk z linii Active Hydrating - nie jest barwiony i nie pachnie! Za to duży plus. Ponadto łączy w sobie zalety prezentowanych powyżej kremów: błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia na skórze wyczuwalnej warstwy, lekko matuje, nawilża moją normalną cerę w stopniu zadowalającym, nie wywołuje niepożądanych reakcji skóry. Bardzo fajny produkt.

Podsumowanie:

Wszystkie kosmetyki Olay Active Hydrating opakowane są w solidne, ładne opakowania. Do gustu przypadły mi zwłaszcza 50-ml słoiczki - wykonane z fajnego tworzywa (którego nie potrafię nazwać ;)), twarde, bardzo lekkie. Po odkręceniu nakrętki moim oczom ukazała się ochronna "nakładka" chroniąca zawartość. Buteleczka, w którą opakowana jest emulsja, również wzbudza moją aprobatę. Solidna, a jednak na tyle miękka, że wyciśnięcie z niej resztek produktu nie powinno być problemem. Dozownik ułatwia wydobycie pożądanej ilości kosmetyku.

Wszystkie sprawdzają się jako baza pod makijaż - głównie dzięki szybkiemu i dokładnemu wchłanianiu.

Dlaczego krem na dzień do skóry normalnej / suchej jest na miejscu czwartym, a nie na trzecim? Być może zamieniłabym go kolejnością z kremem na noc (który jednak powinien być bardziej odżywczy), gdyby nie to, że w swojej Olayowej rodzinie ma tak ostrą konkurencję w kategorii "na dzień" ;)

Składy przedstawionych powyżej kosmetyków rewelacyjne nie są. Bo czy zawartość olejów mineralnych to powód do chwalenia się? Mam pewne wątpliwości. Pozostawiam to Waszej ocenie, ja niestety specjalistką od składów nie jestem...

Przybliżony koszt każdego z kosmetyków Olay Active Hydrating - 17 złotych.

Testy hydrożelu postrzegam jako ryzykowne, ale odnośnie pozostałych kosmetyków z linii AH - warto spróbować! Polecam zwłaszcza osobom młodym, do których zresztą owa linia jest kierowana. W przypadku cer dojrzalszych, wymagających kosmetyków wspierających walkę z pierwszymi oznakami starzenia, potrzebujących głębszego nawilżenia i regeneracji kosmetyki Olay Active Hydrating prawdopodobnie się nie sprawdzą. Jako 24-letnia posiadaczka z reguły bezproblemowej cery z przyjemnością wrócę do kremu na dzień do cery wrażliwej oraz do emulsji nawilżającej. Ale to na wiosnę, teraz jest pora na coś treściwszego :)

Macie doświadczenia z którymkolwiek z kosmetyków Olay Active Hydrating? Jak Wasze odczucia mają się do moich? Który z produktów Olay AH wzbudził Wasze zainteresowanie? Porozmawiajmy :)

środa, 4 maja 2011

Na nocną zmianę ;)

Być może pamiętacie, że pod koniec marca wygrałam rozdanie na blogu Piękność dnia. Pisałam o tym TUTAJ. Nagrody rewelacyjne, a pośród nich ta najbardziej interesująca - nawilżający nektar Sanoflore :))



Link do polskojęzycznej strony Sanoflore: KLIK.
Link do produktu: KLIK.

Co mówi producent?

Dzięki emulsji nektaru nawilżającego skóra jest miękka, bardziej elastyczna i komfortowa. Po 24 godzinach skóra pozostaje nawilżona, a cera jest promienna.  

Dzień po dniu skóra w sposób naturalny uczy się na nowo utrzymać nawilżenie. Dzięki wspaniałym właściwościom olejku eterycznego z Cyprysu Wiecznie Zielonego Bio czynniki zatrzymujące wodę obecne w skórze pozostają uaktywnione.

Delikatna i gęsta emulsja nektaru nawilżającego wchłania się w skórę niczym łagodząca pieszczota: niewielka ilość produktu zapewnia skórze nawilżenie i pozostawia delikatny zapach. Nektar nawilżający zapamiętuje delikatne owocowo-kwiatowe nuty składników.
Testowany pod kontrolą dermatologiczną. Odpowiedni dla osób ze skórą wrażliwą. Bez parabenów.


Ja również mam do powiedzenia wiele dobrego na temat tego mazidła :))

Przede wszystkim jest to produkt ekologiczny. Uzyskał certyfikat Ecocert, co oznacza, że przynajmniej 95% składników użytych do jego produkcji jest pochodzenia naturalnego. Nie zawiera parabenów, silikonu, sztucznych aromatów i barwników. Samo dobro ;)

Nektar nawilżający Sanoflore ma konsystencję emulsji. Dość gęsty, a jednocześnie jedwabisty, bardzo łatwy w rozprowadzaniu na skórze. Mocno skoncentrowany - wystarczy niewielka ilość, by solidnie nawilżyć całą buzię. Szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustego filmu, nie lepi się.


Zapach tego kosmetyku nasuwa skojarzenie z trawą cytrynową - delikatny, cytrusowy. To z pewnością zasługa obecności olejku eterycznego z cyprysu wieczniezielonego bio w składzie. Aromat wyczuwalny jest tylko w momencie aplikacji.

A co odnośnie samego działania? Tu również jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :)) Chyba jeszcze nigdy nie miałam przyjemności używać produktu, który tak głęboko i długotrwale nawilżałby cerę, jednocześnie wchłaniając się szybko niemal do matu. Porównywalny efekt odżywienia skóry uzyskuję nakładając na twarz oleje (np. ze słodkich migdałów), jednak te przegrywają w kwestii wchłaniania. Po użyciu nektaru Sanoflore cera od razu staje się bardzo miękka, mocno nawilżona, zrelaksowana. A ten komfort trwa i trwa... :) Obietnic producenta o 24-godzinnym odprężeniu skóry nie sprawdziłam, ponieważ zwyczajnie aplikowałam kolejną porcję nawilżacza po każdym myciu twarzy (rano i wieczorem). Mam jednak podejrzenia, że producent nie kłamie. Moja cera po myciu często była lekko ściągnięta, natomiast po miesiącu stosowania emulsji Sanoflore takiego efektu nie doświadczam. Nakładam kolejną porcję z przyzwyczajenia oraz dla podtrzymania efektu, a nie z konieczności wynikającej z dyskomfortu :)) Czyli działa!

Na opakowaniu widnieje zalecenie, by stosować ten kosmetyk codziennie rano i wieczorem. Przez ostatni miesiąc tak właśnie robiłam. Jak się właśnie okazało, nie był to jednak najlepszy pomysł ;) Odkryłam, że emulsja Sanoflore nie jest dobrą bazą pod makijaż mineralny. Przez ostatnie dwa tygodnie podkład spływał mi z twarzy już dwie - trzy godziny po aplikacji. Winę zrzucałam na pogodę, hormony, tryb życia, fazę księżyca i wszystko inne ;) aż wpadłam na to, że problem może tkwić w kremie. Po zastosowaniu na dzień innego kosmetyku - jak ręką odjął. Nektar jest po prostu aż nazbyt treściwy, by używać go pod makijaż - zwłaszcza, kiedy cera osiągnęła już optymalny poziom nawilżenia.

Dla zainteresowanych zamieszczam skład:


Jest on dostępny również na stronie produktu.

Cena: około 40 złotych za 40 ml (na około dwa miesiące codziennego stosowania). Dostępny głównie w aptekach.

Podsumowując: po nektar nawilżający Sanoflore z pewnością sięgnę jeszcze wiele razy. Bardzo, bardzo polecam :) przede wszystkim do wieczornego stosowania! Na nocną zmianę pracuje bez zarzutu ;))

niedziela, 20 marca 2011

I po testach :)

Kilka tygodni temu pisałam Wam o moim zakupie w postaci matującego kremu korygującego do twarzy Tołpa Huminea Strefa T - KLIK. Polecam zajrzeć do zalinkowanego posta, znajdziecie tam sporo informacji na temat tego kosmetyku, których teraz nie chciałabym powtarzać :)

(foto: tolpakosmetyki.pl)

Używam kremu Tołpy od momentu zakupu i jestem gotowa wystosować opinię na jego temat.

Wydajność - nieco ponad standard, zadowalająca :) Po sześciu tygodniach regularnych testów (czasem po dwa razy dziennie) z 40-ml kremu została połowa:


Krem jest ultralekki. Błyskawicznie wchłania się do matu, nie pozostawia na skórze ochronnego / tłustego filmu. Zważając na fakt, że został stworzony dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej, poczytuję to za jego ogromną zaletę. Tłuste cery z pewnością będą zachwycone. Mieszane - jak moja - mogą narzekać na brak uczucia dogłębnego nawilżenia na policzkach. Na szczęście jest to odczuwalne tylko w pierwszych sekundach po aplikacji kosmetyku. Z kolei strefa T mieszanej cery bez zarzutu - nawilżona, zmatowiona, uspokojona, pory ściągnięte. I o to chodzi!

Działania eliminującego niedoskonałości cery w postaci zaskórników czy sporadycznych wyprysków niestety nie zauważyłam, ale może używam tego kremu zbyt krótko, by cokolwiek w tym kierunku zaczęło się dziać? Na cud jednak nie liczę ;)

Podsumowując: krem jest wydajny, szybko się wchłania, nie zapycha, ewidentnie matuje strefę T, zwęża pory, wygładza skórę, aczkolwiek uczucia dogłębnego nawilżenia skórze mieszanej nie pozostawia. Świetnie sprawdza się pod makijaż. Cerom problemowym, tłustym (ale nie odwodnionym!) z czystym sumieniem polecam :)) Mieszanym podpowiadam - warto spróbować ;) Krem ze względu na swoją lekką formułę i matujące właściwości może okazać się ideałem na lato! Nie omieszkam sprawdzić :))

niedziela, 30 stycznia 2011

W drodze do ideału ;)

Znacie markę Tołpa? Jeśli nie, zapraszam Was na jej stronę: KLIK.


Tołpa to specjalistyczne dermokosmetyki oparte na bogatych w składniki odżywcze i antyoksydanty borowinie i torfie Tołpa. Są ukierunkowane na konkretne problemy skóry - mają na celu pielęgnować, leczyć i zapobiegać. Preparaty marki TOŁPA tworzone są według aptecznych procedur, które cechuje innowacyjność, wysoka tolerancja i bezpieczeństwo stosowania oraz skuteczność potwierdzona licznymi badaniami naukowymi i klinicznymi. Zawierają ograniczoną ilość konserwantów i substancji zapachowych, nie posiadają w składzie sztucznych barwników oraz nie są testowane na zwierzętach. Wszystkie preparaty poddawane są testom klinicznym i dermatologicznym. Mogą być stosowane przy skórze nadwrażliwej i alergicznej.


Często mijałam półki pełne produktów Tołpy w aptekach i sklepach z kosmetykami specjalistycznymi. W końcu zdecydowałam się na zakup. Wybór padł na matujący krem korygujący z serii Tołpa Huminea:


(foto: tolpakosmetyki.pl)


Huminea to seria przeznaczona do pielęgnacji twarzy. W jej skład wchodzi siedem linii nastawionych na konkretne potrzeby skóry (KLIK). Krem, który wybrałam, należy do linii Strefa T (KLIK).


Program TOŁPA huminea STREFA T został stworzony z myślą o potrzebach skóry wrażliwej, tłustej i mieszanej oraz trądzikowej. (...) Każdy produkt linii STREFA T jest wynikiem połączenia humino-kompleksu z innymi składnikami pochodzenia naturalnego o właściwościach nawilżających, oczyszczających, normalizujących i ściągających. Takie połączenie daje efekt synergii i pozwala na skuteczne rozwiązywanie problemów skórnych. Uwzględnia potrzebę nawilżania skóry i minimalizuje ryzyko wystąpienia podrażnień. Cechą charakterystyczną pielęgnacji opartej na humino-kompleksie jest również szybka zdolność do regeneracji naskórka, odtoksycznianie i stymulowanie funkcji witalnych skóry.


Tołpa Huminea Strefa T - Matujący krem korygujący (KLIK) to zdaniem producenta innowacyjny, hypoalergiczny preparat o lekkiej konsystencji, korygujący niedoskonałości skóry. Reguluje wydzielanie sebum i działa antyseptycznie. Ściąga rozszerzone pory i zapobiega powstawaniu zaskórników. Dzięki właściwościom nawilżającym zapewnia optymalny poziom nawodnienia naskórka. Wspomaga odbudowę płaszcza hydrolipidowego skóry, nie obciążając jej. Wyraźnie łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację mikrouszkodzeń. Pozostawia skórę matową, nawilżoną i wygładzoną.


Zawiera następujące składniki aktywne:
humino-kompleks TOŁPA, fucogel, alantoina, d-pantenol, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z drzewa cynamonowca.


Dla zainteresowanych zamieszczam skład:




Nie jest on idealny - kosmetyk niestety zawiera kilka parabenów (konserwantów). Jednak ja nie skreślam go z tego powodu. Niejednokrotnie zauważyłam, że stuprocentowo naturalne kosmetyki potrafią zrobić mi większą krzywdę, niż te konserwowane...


Zaskoczyło mnie, że kremy Tołpy opakowane są w aluminiowe tubki. Ich wygląd przywodzi skojarzenie z maścią:






Dla mnie to duży plus. Użytkowanie kremu z tubki jest znacznie bardziej higieniczne, niż ze słoiczka. Dodatkowo tubki Tołpy to opakowania ekologiczne - tuba aluminiowa jest przyjazna dla środowiska, bezpieczna dla produktu i podlega procesowi recyclingu. Brawo.


Uwaga - produkt polski! :)


Swój egzemplarz (krem 40 ml) kupiłam w SuperPharm za 27,99 zł.


Moja mieszana cera co prawda nie boryka się z jakimiś szczególnymi problemami (sporadyczne wypryski, zaskórniki, czasem rozszerzone pory), ale dlaczego nie miałoby być lepiej? Dlatego właśnie Huminea Strefa T. Dążę do ideału ;))


Pierwsze wrażenia po zetknięciu z wyżej opisanym kosmetykiem? Krem jest lekki, szybko się wchłania, pachnie bardzo delikatnie i dyskretnie. Wkrótce przystąpię do porządnych testów i po zużyciu tubki zdam Wam relację. Zweryfikuję, na ile obietnice producenta są prawdziwe. A może i Wy podzielicie się ze mną swoimi wrażeniami ze stosowania kosmetyków Tołpa? Jestem mocno zainteresowana tą marką, chętnie poczytam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...