(foto: pikselstock.pl)
Kiedy więc przyszło do zapoznania się z marką Essie, nie mogłam wybrać inaczej :) Padło na soczysty róż z kapką czerwieni, czyli Raspberry :))
Bardzo podoba mi się design lakierów Essie. Kształtne, kwadratowe, szklane buteleczki, dyskretnie wypisana nazwa marki, biała nakrętka. Do tego dochodzi fajny pędzelek - dość długi, prosto ścięty, o odpowiedniej szerokości i elastyczności. Bardzo dobrze się nim maluje.
Sam lakier jest taki jak lubię - bardzo kremowy, co jednocześnie oznacza, że bez oporów poddaje się zmywaniu. Dość trwały - nie odpryskuje, natomiast po 2-3 dniach ścierają się końcówki. Ani nie za rzadki, ani nie za gęsty - aplikacja bezproblemowa. Wydajność również bez zarzutu. Dzięki swojej konsystencji już jedna warstwa Raspberry ładnie pokrywa płytkę paznokcia. Ja mimo to zawsze nakładam dwie warstwy, by nadać kolorowi głębi. Hmm, no właśnie. Kolor. Tu mam zagwozdkę. W buteleczce - różowiutka malina. A na paznokciach... czy to jeszcze róż, czy już czerwień?
Zdjęcia powyżej robione były w świetle dziennym, bez flesza. Poniżej wrzucam porównanie - na górze foto bez lampy, na dole z lampą.
No więc jak? Róż czy czerwień? Nie wiem... Nieważne... Przyjmijmy po prostu, że to cud malina ;))




