Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

Jaglanych wypieków ciąg dalszy. Brownie!

Pamiętacie mój wpis sprzed kilku dni, w którym zaprosiłam Was na jaglaną szarlotkę (KLIK)? Dzisiaj mam dla Was coś jeszcze lepszego :D Jaglane brownie! Może nie aż tak dietetyczne jak wspomniany powyżej jaglany jabłecznik, ale na pewno o wiele mniej kaloryczne i zdrowsze od swojej tradycyjnej wersji :))


Przepis pochodzący ze strony mojewypieki.com (KLIK) podrzuciła mi jedna z Was w komentarzu pod poprzednim "jaglanym" wpisem (FF, dzięki!). Przetestowałam niemal natychmiast :D jednak nieco pokombinowałam przy proporcjach i składnikach. Piekłam na blaszce wielkości formatu A4. 

Potrzebne składniki:

ok. 300 g kaszy jaglanej ugotowanej w lekko osolonej wodzie
5 jajek
50 ml oleju (użyłam oleju z pestek winogron)
1 szklanka śmietany kremówki 30%
3/4 szklanki drobnego cukru
1 szklanka gorzkiego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 garście rozdrobnionych lub zmielonych orzechów włoskich
2 garście orzechów laskowych (całych)

Wykonanie:

W niewielkim, wysokim garnku umieść wszystkie składniki oprócz orzechów i zblenduj je na gładką masę. Kaszy możesz dodawać stopniowo. Kiedy masa uzyska konsystencję dość gęstego ciasta naleśnikowego dorzuć zmielone bądź rozdrobnione orzechy włoskie, wymieszaj. Ciasto przelej na blachę szczelnie wyścieloną papierem do pieczenia. Na wierzch rzuć trochę orzechów laskowych (lub innych, według uznania). Formę wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. i piecz góra-dół przez ok. 50 minut. Gotowe? Wstrzymaj się z krojeniem jeszcze na chwilę, pozwól by ciasto przestygło :)



Ciasto jest ciężkie i nieco gliniaste - jak oryginalne brownie. I tak samo jak ono przepyszne! Czekoladowo-orzechowe, rozpływające się w ustach... Nasuwa mi skojarzenie z Nutellą :D Nawet mój mąż, który nie jest fanem kaszy, zajadał się tak, że aż mu się uszy trzęsły ;) Jaglane brownie to kolejna świetna propozycja na drugie śniadanie i doskonała alternatywa dla innych, bardziej kalorycznych wypieków. Bez mąki, z niewielką ilością tłuszczu, oparte na zdrowej kaszy, jajkach i gorzkim kakao. Czuję, że poczęstuję nim wielu moich gości, zwłaszcza że wykonanie jest szybkie i proste.

Jeśli chcecie jeszcze bardziej odchudzić to ciasto możecie zamienić śmietankę na jogurt naturalny, a biały cukier na cukier trzcinowy, stewię, syrop z agawy lub inne słodzidło. Następnym razem i ja spróbuję takiego full-fit wariantu :) Niemniej jednak i ten powyższy nie wbija mnie w jakieś szczególne poczucie winy :DDD Smacznego!

wtorek, 11 lutego 2014

Jaglana szarlotka. Prawdopodobnie najzdrowsze ciasto na świecie :)

Czasami opłaca się bezcelowo połazić po sieci ;) Kiedy w weekend dla rozrywki przeskakiwałam od strony do strony trafiłam na kulinarny przepis, który jest dla mnie jak objawienie. Przepis na ciasto, które jest jednocześnie banalnie proste w przygotowaniu, tanie, bardzo zdrowe, niskokaloryczne i pyszne! A na dodatek wolne od glutenu, laktozy i innych tego typu związków, których część z Was chce lub musi unikać. Receptura jest dowodem na to, geniusz tkwi w prostocie :) Zapraszam na jaglaną szarlotkę :)))


Do jej przygotowania potrzebujecie:

1,5 kg soczystych, słodkich jabłek (ja użyłam odmiany Ligol)
300 g surowej kaszy jaglanej
1 łyżki cukru z prawdziwą wanilią lub ekstraktu waniliowego
1 łyżeczki cynamonu
garści suszonych owoców (dodałam żurawiny)
opcjonalnie kilku łyżeczek cukru / miodu (ja z tego zrezygnowałam)

Macie już wszystko? Więc do roboty :) 

Jabłka obierzcie i zetrzyjcie na wiórki. Dosypcie do nich surową kaszę jaglaną (tak tak, taką prosto z opakowania ;)), cukier z wanilią, cynamon i owoce (żurawinę możecie zastąpić rodzynkami, pokrojonymi na kawałki suszonymi morelami itp.). Wymieszajcie. Gotowe :)) 

Pozostaje szczelnie wyścielić keksówkę papierem do pieczenia, wyłożyć do niej powstałą masę (nieco ją przy tym ubijając, tak by była bardziej zwarta) i wstawić ją do piekarnika nagrzanego do 200 st. C. na 90 minut (górna i dolna grzałka). Kasza potrzebuje czasu by zmięknąć. Pamiętajcie, żeby dokładnie wystudzić ciasto przed wyjęciem go z formy, w przeciwnym razie może się rozlecieć. Swoje piekłam wieczorem, więc po wyłączeniu piekarnika zostawiłam je tam na całą noc.


Ciasto jest chrupkie z zewnątrz i wilgotne w środku. To z pewnością zasługa kaszy - na wierzchu została uprażona, a wewnątrz napęczniała. Ta osobliwa szarlotka to prawdziwe bogactwo odżywczych, zdrowych składników i niebo w gębie zarazem :))) Idealny, sycący posiłek. Ciasto na śniadanie? Ja jestem na tak! Już drugi dzień z rzędu zabrałam do pracy pokaźnych rozmiarów kawałek. Chodzi mi po głowie, żeby następnym razem przed pieczeniem do masy dosypać jeszcze garść orzechów, bo że zrobię to ciasto ponownie to nawet więcej niż pewne ;)

Jaglana szarlotka to na chwilę obecną mój ulubiony sposób na wprowadzanie do jadłospisu wartościowej kaszy z ziarna prosa (której dobrodziejstwa dokładnie omówiła Marie: KLIK). A Wy? Pod jaką postacią jadacie ją najchętniej?

Komu porcję jaglanej szarlotki? ;) Jedzcie na zdrowie!

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Doskonałe drugie śniadanie :)

Łatwy sposób na zjedzenie dużej ilości owoców i / lub warzyw w krótkim czasie? Koktajl! :) Z racji, iż ostatnio uważniej przyglądam się swojej diecie, odkrywam tę formę na nowo. Podpatruję, szukam inspiracji, testuję. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemne testy :) Jedną z moich ulubionych kombinacji jest pyszny i sycący koktajl jabłkowo-bananowo-owsiany. Zapraszam Was na szklaneczkę! ;)


Przepis jest banalnie prosty. Do niewielkiego, wysokiego garnka / pojemnika wrzuć jedno soczyste, pokrojone na małe kawałki jabłko, dwa pokrojone banany i pół szklanki płatków owsianych. Wlej ok. 300 ml wody (ja używam przegotowanej, wystudzonej). Jeśli masz ochotę, dorzuć garść siemienia lnianego, szczyptę cynamonu bądź inny fajny dodatek :) (cukier nie jest fajny!). Zmiksuj przy użyciu blendera. Gotowe! Smacznego :)


Gotowy koktajl jest dość gęsty, zawiesisty i przede wszystkim bardzo pożywny. W smaku czuć głównie słodkie banany i jabłko podbite płatkami owsianymi. Doskonałe drugie śniadanie :)) Bogactwo witamin w kilku łykach. Spróbujecie? :)

Macie swoje ulubione przepisy na pyszne, pożywne i dietetyczne koktajle owocowe lub warzywne? Jeśli tak, to proszę: zainspirujcie mnie :))

sobota, 5 stycznia 2013

Śniadanie na bogato ;)

Pamiętacie moją notkę z początku października dotyczącą racjonalnego odżywiania (KLIK)? Wkrótce po jej napisaniu niestety porzuciłam skrupulatne komponowanie posiłków i wróciłam do złych nawyków żywieniowych. Bezpośrednią przyczyną był chroniczny brak czasu (i ochoty) związany z intensywnym pisaniem magisterki. Wkrótce po obronie nadeszła świąteczna rozpusta, później kulinarne szaleństwa sylwestrowej nocy... Ale koniec z wymówkami :) Wracam do komponowania wartościowego menu. Liczę, że - wraz z ćwiczeniami fizycznymi (Jillian Michaels / Ewa Chodakowska / basen) - przyniesie mi to nie tylko pełnię zdrowia, ale i lepszą sylwetkę. Mój cel: do czerwca zgubić 4 cm z brzucha oraz wysmuklić i ujędrnić całe ciało. Krok pierwszy: śniadania! Zainspirowana postem Marie (KLIK) postanowiłam wzbogacić i udoskonalić tradycyjną owsiankę :)


Przygotowałam ją gotując pół szklanki płatków owsianych górskich (zwykłych, nie błyskawicznych) w szklance płynu (woda i pełnotłuste mleko w proporcji 1:1) przez około 10 minut. Gorącą owsianką zalałam garść mrożonych owoców jagodowych. Kiedy lekko przestygła, posypałam ją płatkami migdałów i dodałam nieco półtłustego twarogu, który zwiększył zawartość białka w posiłku. To było łatwe w przygotowaniu, pyszne, wartościowe i bardzo sycące śniadanie na bogato ;)

By ułatwić sobie liczenie zawartości białek, tłuszczów i węglowodanów w posiłkach postanowiłam kupić wagę kuchenną. Do tego także zainspirowała mnie Marie. Polecam Wam jej notkę Odważyłam się (KLIK) :)

Czy macie ochotę, żebym raz na czas prezentowała Wam swoje jadłospisy? A może Wy mnie zainspirujecie? Chętnie poczytam Wasze przepisy na zdrowe i smaczne śniadania :)

wtorek, 2 października 2012

Dietowe love. Ważne linki!

Jak dobrze znowu tutaj zawitać! :) Mało mnie tu ostatnio, wiem... Praca magisterska zabiera mi niemal każdą wolną chwilę, a tych ostatnio i tak jak na lekarstwo. Niestety taki stan utrzyma się jeszcze przez kilka tygodni. Mam nadzieję, że macie w zanadrzu jeszcze trochę cierpliwości :)

Dzisiaj w ramach odskoczni od obowiązków przychodzę do Was z tematem, który ostatnio pochłania sporo mojej uwagi (kiedy tylko mogę ją skupić na czymś innym niż magisterka...). Dziewczyny - czy uważacie, że odżywiacie się zdrowo? Zapewne większość z Was odpowie, że - nie licząc grzeszków - tak, owszem. Do niedawna odpowiedziałabym tak samo. Jem 5 posiłków dziennie, robię to w miarę regularnie, zastępuję pszenne pieczywo i biały makaron wyrobami pełnoziarnistymi, pochłaniam sporo warzyw, unikam fast-foodów, słodzonych napojów i nadmiaru słodyczy... Brzmi znajomo? Racjonalne odżywianie jak się patrzy. Ale czy na pewno?

(foto: designnastole.blogspot.com)

Przez wiele miesięcy (a nawet lat) gromadziłam rozmaite informacje dotyczące zdrowego żywienia. To wolno, tamtego nie wolno, to tylko rano, tamto koniecznie po treningu, tego nie ponieważ to i tamto... Można zwariować od samego słuchania, nie mówiąc już o wprowadzaniu tych zasad w życie. Na szczęście całkiem niedawno odkryłam dwa blogi, których autorki poprzez zamieszczane tam treści dość mocno poukładały mi w głowie cały ten bałagan. Dzięki nim odkryłam, że wcale nie odżywiam się zdrowo. Że - jak to ujęła jedna z nich - jestem niedożywiona. Brzmi okropnie, ale to prawda. Teraz rozumiem dlaczego (mimo "racjonalnego odżywiania" i ćwiczeń) paradoksalnie nie mogę pozbyć się wystającego brzucha. Wszystkie pozyskane dotąd rewelacje zaczęły układać się w jedną, spójną i logicznie brzmiącą całość.

(foto: weheartit.com)

Zaczęło się od bloga Niebiesko-Szarej (KLIK). Lektura pochłonęła mnie bez reszty. Chwilę później trafiłam na Make Yourself Better! (KLIK), gdzie Martha totalnie pozbawiła mnie złudzeń. Moja "zdrowa" dieta* jest do kitu. Tzn. na pewno lepsza taka niż żadna, ALE...

(*poprzez dietę rozumiem stałą zmianę nawyków, trwałe żywienie, a nie miesięczny zryw który na dłuższą metę wyrządza w organizmie więcej szkody niż pożytku)

Gorąco polecam Wam lekturę całości podlinkowanych wyżej blogów. Dla ułatwienia podam Wam jednak linki do kilku postów, które polecam szczególnie i trochę wprowadzę Was w temat. Podlinkowane poniżej notki mocno wpłynęły na moje myślenie o odżywianiu. Mam nadzieję, że i Wam przyniosą sporo ważnych wniosków, które później chętnie wprowadzicie w czyn :)

Na początek przeczytajcie TĘ NOTKĘ. Niebiesko-Szara tłumaczy w niej, jak obliczyć prawdziwe zapotrzebowanie organizmu na kalorie oraz BTW (białko-tłuszcze-węglowodany). To podstawa, punkt wyjścia do jakichkolwiek przedsięwzięć związanych z odżywianiem. By to zrobić, najlepiej wspomóc się kalkulatorem zamieszczonym na stronie PoTreningu.pl (KLIK). Śladem autorki obliczyłam swoje zapotrzebowanie. W kalkulator zapotrzebowania BMR wpisałam odpowiednie dane (kobieta, 53 kg, 160 cm, 25 lat, umiarkowana aktywność). Wyszło, że aby utrzymać wagę powinnam spożywać niespełna 2100 kalorii na dobę. By ją zredukować powinnam nieco ograniczyć ich ilość. Od razu uprzedzę komentarze - zależy mi jedynie na lekkiej redukcji, ponieważ najlepiej wyglądałam i najlepiej czułam się ważąc 50 kilogramów. Musicie wierzyć mi na słowo, że przy moim wzroście, budowie i proporcjach ciała ta waga będzie jak najbardziej odpowiednia i że obiektywnie patrząc daleko mi do chudości (której wcale nie chcę osiągnąć - chcę być po prostu szczupła i smukła). Wracając do tematu - założyłam, że będę jadła 1700 (lub nieco więcej) kalorii na dobę. Na tej podstawie - w ślad za Niebiesko-Szarą - obliczyłam zapotrzebowanie swojego organizmu na BTW. Zalecane proporcje tych makroskładników to 30/30/40 %. Czyli: 1700 x 0,30 = w mojej dobowej diecie na białka i tłuszcze powinno przypadać po 510 kalorii. 1700 x 0,40 = 680 kalorii powinno pochodzić z węglowodanów. Pamiętajcie, że tłuszcze są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu! Nie ma mowy o ich wykluczeniu. Należy wiedzieć, że 1 gram białka i 1 gram węglowodanów to 4 kcal, natomiast 1 gram tłuszczów to 9 kcal. Dzieląc liczbę kalorii które powinny pochodzić z białka przez 4 policzyłam, że dobowo powinnam spożywać go dokładnie 127,5 g. W mojej diecie powinno znaleźć się także 56 gram tłuszczów i 170 gram węglowodanów (głównie tych wartościowych, złożonych, znajdujących się m.in. w produktach pełnoziarnistych).

Policzyłyście swoje zapotrzebowanie? Jeśli tak, to świetnie. Tylko skąd wiadomo, ile czego właśnie się zjadło...? Tu niezbędny okazuje się Dziennik Żywieniowy, dostępny w profilu użytkownika po zarejestrowaniu na stronie PoTreningu.pl oraz strona IleWazy.pl (KLIK), która pomaga "na oko" ocenić wagę danego produktu. Pomocne zwłaszcza dla osób nieposiadających wagi kuchennej :) Dziennik pomaga krytycznym okiem spojrzeć na swój jadłospis, dostrzec błędy. Daje szansę na szybką reakcję, a dodatkowo motywuje. Na początku jego obsługa może wydawać się dość skomplikowana i czasochłonna (sama dopiero się w to wciągam...) ale sądzę, że z czasem będzie to przysłowiowa pestka :)

Właśnie wprowadziłam do Dziennika wszystkie swoje dzisiejsze posiłki (włącznie z kolacją, która dopiero przede mną). Okazało się, że mimo zjedzenia pięciu sytych (i jak mi się wcześniej wydawało - pełnowartościowych) posiłków pochłonęłam tylko 1000 (!!!) kalorii (czyli o 700 za mało, nawet w przypadku redukcji masy ciała!), o 40 gram białka i o 9 gram tłuszczów mniej niż powinnam, za to węglowodanów zjadłam o 20 gram za dużo. Czyli po prostu głodzę swój organizm. Cudownie... Nic dziwnego, że się buntuje i nie reaguje tak jak bym chciała (czyli nie spala tłuszczu). Zaraz wprowadzę jadłospis przewidziany na jutro. Mam jeszcze czas, by w razie braków wprowadzić odpowiednie modyfikacje. Dodam, że do Dziennika nie wprowadzamy warzyw poza strączkowymi i korzeniowymi. Sałata, pomidor, brokuły itp. - to się nie liczy! A jednocześnie jest niezbędnym elementem każdego zdrowego menu :)

Dlaczego to wszystko jest takie ważne? W tym momencie nie będę się już rozpisywać. Nie ma sensu powtarzać tego, co zostało już napisane :) Odsyłam Was na blogi dziewczyn (i zachęcam do lektury całości), szczególnie polecając następujące notki:

- instrukcja Niebiesko-Szarej dotycząca obliczania zapotrzebowania organizmu na makroskładniki i prowadzenia Dziennika Żywieniowego (KLIK),
- instrukcja Marthy dotycząca prawidłowego komponowania posiłków (KLIK),
- "To mnie wkurza!" czyli drastyczny post Marthy obalający stereotypowe myślenie o odżywianiu - akapity, które mną wstrząsnęły :) dosadne, ale bardzo mądre (KLIK)
- "Generalnie jestem szczupła, tylko ten brzuch..." (KLIK),
- ranking najlepszych źródeł białka w diecie (KLIK).

Nie traktuję słów dziewczyn jak wyroczni i Wam również tego nie polecam. Każda z nas ma swój rozum. Mimo to wciąż uważam, że autorki piszą bardzo mądrze i że warto zastosować się do ich zaleceń. Nawet jeśli jecie zdrowo sprawdźcie, czy spożywacie wystarczające ilości tych zdrowych produktów?

Pisząc tę notkę mam nadzieję, że dzięki temu choć kilka z Was zweryfikuje swój sposób odżywiania i inaczej spojrzy na tę kwestię. Że choć kilka z Was ustrzegę przed popełnieniem błędu, jakim jest przejście na którąś z tak licznych i tak bezsensownych "diet - cud". Że choć kilku z Was pomogę (pośrednio, dzięki autorkom polecanych blogów) zrozumieć mechanizmy według których funkcjonuje organizm. Wgłębienie się w temat zajmie Wam zapewne sporo czasu, ale jestem pewna, że warto. W końcu każda z nas robi to dla siebie - dla własnego zdrowia, samopoczucia i urody. Koniec końców każda z Was zauważy, że popularna dieta MŻ (Mniej Żreć) to totalna bzdura - na diecie trzeba jeść dużo! Grunt, by jeść dobrze :) Liczy się jakość. Idę na kolację ;)

Życzę Wam miłej, pouczającej, satysfakcjonującej lektury i wielu owocnych wniosków! Nie zapomnijcie tu wrócić, by się nimi ze mną podzielić :))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...