wtorek, 24 września 2013

Tradycyjne przekupstwo ;))

Aloha! ;)

Dziewczyny, wracam do Was! Tym razem na serio :) Wyszłam za mąż, urządziłam mieszkanie... Z pewną dozą żalu zostawiam ten wspaniały czas za sobą i wracam do rzeczywistości. W tym do względnie regularnego blogowania rzecz jasna. Brakowało mi tego, bez kitu ;)

Zakładam, że tradycyjnie muszę na nowo wkupić się w Wasze łaski czymś pysznym? Nie ma sprawy, jestem na to przygotowana ;)) Zapraszam na bananowo - pomarańczowy koktajl! :)


Sama nie wiem co jest jego największą zaletą. To, że jest przepyszny? Że jest bardzo sycący i świetnie sprawdza się w roli drugiego śniadania? A może to, że jego przygotowanie jest banalnie proste? :) 

Żeby zrobić dwie porcje tego napoju potrzebujecie:

- dwóch dojrzałych bananów, 
- soku pomarańczowego (ja polecam nektar z Tymbarku),
- śmietany 18% z kartonika,
- stewii lub zwykłego cukru (niekoniecznie).


Do małego garnka wkrójcie banany, zalejcie je 0,5 l soku, dodajcie ok. 100 ml śmietanki i łyżeczkę stewii (opcjonalnie). Zblendujcie. I już, można pić :) Smacznego!

To jak? Przyjmiecie mnie z powrotem? Czy muszę się wkupić czymś jeszcze? :DDD

sobota, 3 sierpnia 2013

Wciąż tu jestem! ;)

Dziewczyny! 

Żyję! Wbrew pozorom ;) Bardzo ubolewam nad tym, że od tak wielu tygodni moja blogowa działalność jest zawieszona i chcę żebyście wiedziały, że pamiętam o tym miejscu, o Was i że już przebieram nogami, żeby w końcu tutaj wrócić :) Bardzo często podczas zwykłych, codziennych czynności napada mnie myśl w stylu "o, napiszę o tym na blogu" ;) Tymczasowo nie jest to możliwe, a usprawiedliwienie mam bardzo proste: NIE OGARNIAM ;)) Dacie wiarę, że wychodzę za mąż już za 4 tygodnie? :)))


Tempo życia "na chwilę przed" jest zawrotne. Wciąż zastanawiam się, dlaczego co drugi dzień to poniedziałek ;)) Permanentnie nie mam albo czasu, albo siły. Już same przygotowania do ślubu pochłaniają mnóstwo mojego czasu i energii, a jak dodać do tego remontowanie, meblowanie i urządzanie mieszkania... no i pracę zawodową na etacie i jakieśtam życie osobisto-towarzyskie, wiadomo... to same rozumiecie. Czas mega-intensywny, ale bardzo miły, mimo wszystko :) Aktualnie jestem na etapie obławiania się w różne domowe drobiazgi (durszlak, osłonka na doniczkę, komplet świeczek, ociekacz na naczynia, wyciskacz do czosnku ;) itp.) i niedowierzania, że to JUŻ. Za 4 tygodnie założę swoją suknię ślubną, stanę na ślubnym kobiercu, a później zamieszkam z ukochanym już-mężem w naszym pięknym mieszkaniu. Nie wierzę. Przez te 2 lata narzeczeństwa chyba przyzwyczaiłam się do myśli, że "przecież to jeszcze tyyyyle czasu" ;)

Z takich ważniejszych spraw okołoślubnych załatwionych w ostatnim czasie, to tak: dopełniliśmy formalności w parafiach i w USC, wręczyliśmy wszystkie zaproszenia (ufff...), ustaliliśmy menu i przebieg wesela z menadżerem sali, odebraliśmy zamówione wcześniej obrączki, "ubraliśmy" naszych najbliższych i Pana Młodego, załatwiliśmy samochód ślubny, kupiliśmy różne dekoracyjne drobiazgi, byłam na próbnym makijażu i pierwszym próbnym czesaniu... W najbliższym tygodniu czeka mnie przymiarka sukni, spotkanie z florystką, kolejna wizyta u księdza i wiele, wieeeele więcej. Na przykład malowanie drzwi łazienkowych ;)

Powiem jeszcze jedno. Zginęłabym, gdyby nie wszelkiego rodzaju listy i zestawienia. Lista spraw do załatwienia, lista gości zaproszonych, lista gości potwierdzonych, lista gości dla których trzeba załatwić nocleg / transport, lista rzeczy do kupienia, lista sugestii i próśb dla fotografa, lista zadań dla świadków, lista dziewczyn na panieński, obrazkowa lista pożądanych bukietów / fryzur / mejkapów, lista-terminarz, a na niej wszystkie umówione wizyty i spotkania: z florystką, z dentystką, z księdzem, z organistą, z panem od montażu szyby w kuchni, z kamerzystą, z fotografem, z kosmetyczką, z manikiurzystką, z fryzjerką, z przyjaciółką, z makijażystką, z cukiernikiem, z salonem sukien ślubnych... Mam wymieniać dalej? Mogę tak jeszcze długo ;)

Wiem, że to zabrzmi raczej pretensjonalnie, ale brakuje mi Was :) Nie zapominajcie o mnie, na pewno wrócę! Prawdopodobnie już jako mężatka ;)

Całusy, 
Viollet

niedziela, 28 kwietnia 2013

Dużo się dzieje... :)

Dziewczyny!

Wpadam, żeby przeprosić, że ostatnio tak bardzo zaniedbuję swojego bloga, a tym samym Was. Przyczyna mojej nieobecności jest prozaiczna - cierpię na brak wolnego czasu. Praca na etacie, ogarnianie kwestii związanych ze ślubem i weselem (które odbędą się już za 4 miesiące!) i remontowanie (z którym związanych jest multum decyzji, załatwień itp.) skutecznie odbierają mi czas i energię, które normalnie spożytkowałabym między innymi na blogowanie. Ale pamiętam, zaglądam i obiecuję, że wrócę tutaj, jak tylko odkopię się z tego całego bajzlu :))


Z uwagi na powyższe ostatnio jestem nie na czasie również z Waszymi blogami. Dajcie znać co u Was słychać :) Jakieś życiowe zmiany? Nowe projekty? Ciekawe testy? Interesujące wyjazdy? Majówkowe plany? Popełnione zakupy? Spełnione marzenia? Piszcie, tęsknię! :)

Całusy,
 zarobiona po łokcie Viollet ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...