czwartek, 16 lutego 2012

Niech żyje tradycja ;))

Cześć łakomczuszki! :)) Przypominam, że dzisiaj świętujemy Tłusty Czwartek!

(foto: we-dwoje.pl)

Niestety w tym roku nie byłam na tyle ambitna (ani dyspozycyjna), żeby upiec własne pączki. Właśnie zajadam się przepysznymi, puszystymi i lekkimi pączkami z Lidla, które nie są smażone, a pieczone! Czyli nieco mniej kaloryczne od tradycyjnych :) Ale kto by dzisiaj myślał o kaloriach! Wszak Tłusty Czwartek to tradycja. Jedyny taki dzień w roku, kiedy zjedzenie choć jednego pączka to wręcz obowiązek ;))

Podążacie za tradycją? Pączki robicie samodzielnie czy kupujecie? Pierwszy pączek już zjedzony czy cała ta przyjemność dopiero przed Wami? ;) U mnie na pewno na jednym się nie skończy... na dokładkę sięgnę po kilka lasek chrustu i będę szczęśliwa :D Mówią, że jak się je bez wyrzutów sumienia, to w biodra nie idzie... ;)) Smacznego!

wtorek, 14 lutego 2012

Przez żołądek do serca ;))

Nie od dziś wiadomo, że do serca najlepiej trafia się przez żołądek ;) Tak więc z okazji Walentynek zapraszam Was do stołu! :)) Dzisiaj serwuję sałatkę, którą pierwszy raz jadłam kilka miesięcy temu u jednej z moich serdecznych koleżanek. Wówczas podbiła moje serce (sałatka, nie koleżanka :D). Teraz ja zamierzam podbić Wasze ;))


Potrawa genialna w swej prostocie :)) Do jej przyrządzenia potrzebujecie:

- opakowania makaronu w kształcie ryżu (jakkolwiek to brzmi ;)),
- małej puszki kukurydzy,
- 30 dkg żółtego sera w kostce (ja uwielbiam edamski),
- kilku ogórków kiszonych,
- dwóch pęczków natki pietruszki,
- trzech łyżek majonezu (polecam kielecki - jest wyrazisty w smaku),
- pieprzu.

Wykonanie jest banalne: ugotować i odcedzić makaron, pokroić ser i ogórki w drobną kostkę, posiekać natkę, dorzucić kukurydzę, doprawić, połączyć majonezem, zamieszać. I zjeść! :)) Nie oszczędzajcie na ilości pietruszki, to właśnie dzięki niej mieszanka zyskuje swój charakterystyczny smak. Poza tym to samo zdrowie :)

To jak, do czyjego serca trafiłam poprzez tę sałatkę? ;))

poniedziałek, 13 lutego 2012

Ulubiony pisak ;)

Za mną zwariowany tydzień. Masa nadprogramowych obowiązków, wesele znajomych... Ale już jestem! Czas przerwać tę ciszę :) Przychodzę do Was z recenzją kosmetyku, który podczas ostatnich, szalonych dni był przeze mnie testowany w niemal ekstremalnych warunkach i okolicznościach ;) Zapraszam do lektury kilku słów na temat płynnego korektora Golden Rose :)

(foto: goldenrose.pl)

Swój egzemplarz kupiłam stacjonarnie za ok. 16 złotych. Na moją prośbę ekspedientka dobrała mi jasny, brzoskwiniowy odcień z różowymi podtonami (takie najlepiej sprawdzają się pod oczami, świetnie rozjaśniają spojrzenie). Po testach i oględzinach "naręcznych" ;) oraz porównaniu swatchy padło na nr 05.


Paleta kolorów jest uboga, ale myślę, że wśród pięciu dostępnych odcieni każdy znajdzie ten odpowiedni :)

(foto: goldenrose.pl)

Bardzo podoba mi się forma opakowania - pisak z miękkim, przyjemnym pędzelkiem i zatyczką oraz prostym mechanizmem uwalniającym korektor do wnętrza włosia. Wystarczy lekko przekręcić dolną część pisaka :) która wydaje wówczas charakterystyczny "klik". Ilość uwalnianego korektora można swobodnie dozować - wydobywa się powoli, bez nadmiernego wylewania.


Konsystencja korektora również bardzo mi odpowiada. Płynna, ale niezbyt rzadka. Lekka, gładka, kremowa. Idealna pod oczy. Korektor nie spływa, ale też nie zbija się w grudki. Daje się równomiernie i łatwo wklepać w delikatną skórę pod oczami. Trzeba dodać, że korektor Golden Rose ma formułę "oil - free" i jest testowany dermatologicznie :)

Na plus oceniam również trwałość korektora :) Nałożony pod podkład, a następnie lekko przypudrowany trzyma się cały dzień. Nie ściera się, nie spływa, nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla suchych skórek, nie powoduje świecenia ani nie wysusza! Czuję się w obowiązku dodać, że mam 25 lat, a moja skóra pod oczami pierwotnie nie jest wysuszona ani wymagająca - nazwałabym ją normalną, nawilżoną, z pierwszymi zmarszczkami mimicznymi. Niestety (albo stety...) nie wiem, jak korektor zachowałby się na przesuszonej skórze. Niemniej jednak na odżywionej skórze pod oczami sprawdza się wyśmienicie :)

Kwestią dyskusyjną jest krycie, czyli jego podstawowa funkcja. Pod moimi oczami można dostrzec nie tyle cienie, co dość widoczne, niebieskie żyłki. Najwyraźniej mam tam wyjątkowo cienką skórę... Golden Rose Liquid Concealer maskuje je w stopniu zadowalającym, ujednolicając koloryt i wyraźnie rozjaśniając spojrzenie. Nie jest idealnie, ale jest dobrze :) Kosmetyk - wbrew zapewnieniom producenta - na pewno nie poradzi sobie z bardzo wyraźnymi cieniami, jednak z pewnością zatuszuje oznaki zmęczenia i niewielkie zmiany w kolorycie cery. Czasem używam do także do ukrycia śladów po niedawno zaleczonych wypryskach czy wyrównania koloru skóry na skrzydełkach nosa. Mówiąc kolokwialnie: daje radę ;) Używam go każdego ranka!

I tu nasuwa mi się kolejny temat - wydajność. To chyba jedyny minus tego produktu. Po trzech tygodniach codziennego stosowania dostrzegam ubytek wielkości 1/3 pierwotnej pojemności (12 ml). Po niespełna dwóch miesiącach po korektorze nie będzie śladu. Na wydajność z pewnością przekłada się konsystencja korektora. Wystarczyłby na dłużej, gdyby był gęstszy, ale wówczas nie nadawałby się pod oczy... Wiecie jak mówią: albo rybki, albo akwarium ;)) Obecna konsystencja korektora bardzo mi odpowiada, więc na wydajność już nie narzekam :)

Zamieszczam swatche. Na drugim zdjęciu znajdziecie porównanie korektora Golden Rose 05 ze słynnym podocznym korektorem SkinFood Salmon Darkcircle Concealer. Zdjęcia oczywiście można powiększyć.



Chętniej sięgam po korektor Golden Rose. Właściwości mają te same, jakość podobną, a nie dość, że kosmetyk GR jest tańszy, to jeszcze praktyczniejszy w użyciu i bardziej higieniczny!

Golden Rose Liquid Concealer to produkt, któremu przyznaję wysokie noty. Planuję powtórny zakup :) jednocześnie polecając go osobom o umiarkowanych potrzebach, których na pewno jest tu sporo. Dostaniecie go stacjonarnie w punktach Golden Rose, w sklepie GoldenRose-Styl (KLIK) lub na Allegro.

Jak sądzicie - czy to produkt dla Was? A może już znacie ten kosmetyk? Jak go oceniacie? Podzielcie się ze mną nazwami swoich ulubieńców w kategorii "korektor pod oczy"! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...