piątek, 2 maja 2014

Książki miesiąca: kwiecień (plecień) ;)

... bo przeplata, trochę książek, trochę gazet :DDD 


Po słabym czytelniczo marcu przyszedł niewiele lepszy kwiecień. Tym razem jednak nie można powiedzieć, że niewielka liczba przeczytanych książek wyniknęła z mojej niechęci lub lenistwa. Po prostu oddałam się nieco innej lekturze ;)


Wkrótce - jak każdej wiosny - wybieram się na kilka dni do Niemiec. To skłoniło mnie do odkopania archiwalnych numerów magazynu Deutsch Aktuell i odświeżenia sobie języka niemieckiego.

Prenumeratę w/w dwumiesięcznika rozpoczęłam w 2012 roku. Od tamtej pory zgromadziłam już kilkanaście numerów. Uważam, że to świetna forma nauki języka obcego. Gazeta zawiera artykuły krótkie i długie, zabawne i poważne, z rozmaitych dziedzin: zainteresowania, ludzie, kultura, podróże, czas wolny, sport, polityka i tym podobne. Każdy z artykułów zawiera słowniczek trudnych słów, które zostały również podkreślone w tekście.






Słówka i zwroty zostają w pamięci o wiele łatwiej, kiedy czyta się tekst o Majorce lub o grillowaniu ;) niż kiedy wkuwa się je "na blachę". Mój mąż uważa tak samo - sam zaczytuje się w artykułach po angielsku i rosyjsku :)


Prenumeraty zamawiam bezpośrednio w wydawnictwie Colorful Media (KLIK). Oprócz wybranych przeze mnie wariantów językowych dostępne są również: biznesowy angielski, hiszpański, francuski i włoski. Nowością jest pismo StartUp Magazine skierowane do młodych przedsiębiorców - pisane oczywiście po polsku :)

Każda z gazet ma ok. 40 stron. Jeden numer Deutsch Aktuell i English Matters (dwumiesięczniki) kosztuje 9,50 zł. Jeden numer rosyjskiej "ostanowki" (czy jak jej tam ;)) kosztuje 11,90 zł - tu mówimy o kwartalniku. Prenumeraty są oczywiście bardziej opłacalne. Na stronie wydawnictwa czasami można kupić też archiwalne numery w promocyjnych cenach i wydania specjalne. Warto się tym zainteresować!


Odchodząc od tematu językowych gazet - w kwietniu przeczytałam książkę, której czytać nie planowałam, a mianowicie Masa o kobietach polskiej mafii, którą kupił sobie mój mąż.


Kim były matki, żony i kochanki polskich gangsterów? 

Wstrząsająca opowieść o kobietach w cieniu wielkich mafiosów. Co porabia piękna i bezwzględna Inka, która wystawiła ministra Dębskiego? Poznaj Monikę Z, żonę Słowika, damę z zamiłowaniem do ogromnego luksusu i potencjałem mafijnego bossa. Agnieszka R., konkubina Świni. Git-falbana, czyli prawdziwa kobieta mafii. Niewiarygodna historia pięknej Polki, która trzęsła kalabryjską mafią! 

Szaleńczo zakochane? Żądne sławy i luksusu? A może z ambicjami, by wpływać na decyzje polskiej mafii?

Strumienie alkoholu, góra pieniędzy i tuziny kobiet dostępnych na jedno skinienie - właśnie tak były gangster, a obecnie świadek koronny, Masa, opisuje rzeczywistość mężczyzn z pruszkowskiej mafii. Mężczyzn, którzy uważali, że należy im się wszystko o czym tylko pomyślą. Żon, które udawały, że o niczym nie wiedzą. Tancerek go-go i kandydatek do tytułu Miss, które na drodze do celu posuwały się bardzo daleko. Za daleko. 

Wierzę, że Masa, choć nie zawsze wiarygodny, tym razem powiedział prawdę - i dlatego tym bardziej książka wbiła mnie w fotel. Pełno w niej interesowności, bezwzględności, upokorzenia i wykorzystywania. Najbardziej zaskoczyły mnie opisy zaplecza wyborów Miss Polski, które w czasach nastoletnich oglądałam z zapartym tchem. Zabrakło mi tylko pogłębienia tematu relacji gangsterów z żonami i matkami. Niemniej jednak książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Przez większość czasu po głowie kołatała mi się myśl: jak tak można? Jeśli ktoś chociaż trochę interesuje się współczesną historią Polski lub jest ciekawy jak funkcjonował przestępczy półświatek, zachęcam do lektury.


W kwietniu przeczytałam też sporą część książki, na którą czaiłam się już od dawna i którą już nawet wcześniej zaczęłam, tylko niepotrzebnie się oderwałam ;) Tym razem się nie dam!


Moja opinia już za miesiąc ;)


Znacie magazyny językowe Colorful Media? Który wariant ma szansę Was zainteresować? Czy taka forma nauki języka w ogóle Was pociąga? :) A może czytałyście już wywiad z Masą? Co sądzicie? Chętnie dowiem się też co Wy przeczytałyście w ostatnim czasie :) Czekam na Wasze komentarze!

środa, 16 kwietnia 2014

Róg Obfitości, czyli kiedy ja to wszystko przetestuję?! ;)

Oj, posypało się tych przesyłek - niespodzianek w pierwszym kwartale. Nieoczekiwanie zostałam szczodrze obdarowana przez firmy współpracujące z Na obcasach. Jako, że ciągle pozostaję pod urokiem Igrzysk Śmierci (KLIK), skojarzenie z Rogiem Obfitości było mimowolne - zwłaszcza, że ilość tego wszystkiego prawie zwaliła mnie z nóg ;)


Avon (KLIK) zaskoczył mnie nawet podwójnie. Z okazji Walentynek otrzymałam paczkę pełną zapachów:



Przewodnik po świecie zapachów zawierający próbki wód z oferty Avon to genialny pomysł :) a zapach Femme przesłany do mnie w pełnym wymiarze wkrótce doczeka się własnego posta. 

Druga przesyłka nadeszła wkrótce po pierwszej. Znalazłam w niej krem CC, szminkę, spray utrwalający makijaż, żel antycellulitowy, samoopalacz i tusz do rzęs:


Od razu rzuciłam się do testowania utrwalacza do makijażu. Nigdy wcześniej nie miałam tego typu produktu. Recenzja wkrótce :)

Kolejna niespodziewajka nadeszła od Olay (KLIK). Duże, okrągłe, czerwone pudełko, a w nim...


... kosmicznie wyglądający krem CC na dzień :) Jestem go bardzo ciekawa. Zabiorę się do testowania jak tylko dokończę słoiczek aktualnie używanego kremu.

Na koniec zostawiłam paczkę, której rozmiar i zawartość przyprawiła mnie o opad szczęki. Sklep merlin.pl (KLIK) poszedł po bandzie ;)))


Aż dwadzieścia produktów marki Lirene! Prawie jak w drogerii ;) Balsamy, żele, kremy, samoopalacze, korektory, podkłady... Jest w czym wybierać. Nie ma opcji, żebym w tym gąszczu nie trafiła na jakąś kosmetyczną perełkę :) Testy w toku! Recenzję którego z produktów chciałybyście przeczytać najpierw?

Pierwszy kwartał bieżącego roku obfitował u mnie w nowości. Dostałam dużo kosmetyków, kupiłam mnóstwo ciuchów i dodatków... :DDD Co nieco pokazywałam już na swoim Instagramie (KLIK), gdzie często publikuję migawki ze swojej codzienności. Kto nie widział, ten trąba ;)))

A jak wyglądał Wasz pierwszy kwartał? Faza na minimalizm czy - jak u mnie - wprost przeciwnie? ;)

piątek, 11 kwietnia 2014

Trochę spóźnione książki miesiąca: marzec.

To już prawie połowa kwietnia, a ja dopiero teraz piszę o książkach marca. Wszystko dlatego, że ten miesiąc był dla mnie tak bardzo nieudany czytelniczo, że aż nie mam ochoty o tym pisać... no ale ciągłość serii musi zostać zachowana, więc zapraszam na recenzję ;)


Książki marca to zbyt wiele powiedziane. Raczej książka. Jedna. Na dodatek niezbyt opasła... Lektur z pewnością byłoby więcej gdyby nie to, że pierwsza po jaką sięgnęłam w marcu dobiła mnie tak bardzo, że nie miałam ochoty jej kończyć, a niestety jestem typem, który nie potrafi sięgnąć po nową książkę dopóki nie dokończy poprzedniej. Będę musiała się tego oduczyć, bo zmarnowałam przez to wiele czasu. Jeśli znowu trafię na takie męczące czytadło, czym prędzej rzucę je w chol... znaczy w kąt ;) 

Marnotrawcą mojego marcowego czasu była książka powszechnie oceniana jako wielkie dzieło, klasyka, bestseller. No cóż, widać z tego, że mam mocno niewyrobiony gust ;) bo mnie Wielki Gatsby autorstwa F. S. Fitzgeralda nie urzekł ani trochę...


Nowy Jork, lata 20. Jazz, prohibicja, gangsterskie porachunki. Czas wielkiego kryzysu i równie wielkich profitów. Czas, kiedy droga od pucybuta do milionera była najkrótsza.

Jay Gatsby dostaje się w tryby przestępczego półświatka i wielkiej finansjery. Marzy o pieniądzach, władzy i tej jedynej kobiecie. Traci miłość, przyjaciół i szacunek do siebie samego. Światła wielkiego miasta i kropla szampana to jedyne szczęście, do jakiego zdolne jest „stracone pokolenie”.

Porywający styl i doskonały warsztat tłumacza – Jacka Dehnela – sprawiają, że Wielki Gatsby zyskuje nowe życie, stając się powieścią niepokojąco aktualną i boleśnie bliską. Obowiązkowa pozycja na półce każdego kolekcjonera klasyki.

Owszem, odnalazłam w tej książce te wszystkie kategorie i wartości. Czasy "retro", szybka kariera, pieniądze, władza, wielka miłość, zakłamanie, tęsknota, ból, zdrada, poczucie bycia samotnym wśród wielu ludzi i bycia docenianym tylko ze względu na swoje bogactwo... Trafnym podsumowaniem tych dwustu-kilku stron mogłaby być powszechnie znana prawda głosząca, że pieniądze szczęścia nie dają. Wszystko pięknie, gdyby nie sposób w jaki napisano tę książkę. Totalnie rozwlekłe opisy "niewiadomoczego" znudziły mnie do granic możliwości. Na samą myśl o tym, że mam znowu zasiąść do tej lektury w ogóle odechciewało mi się czytać. Przynajmniej połowa książki nie wniosła w rozwój akcji niczego nowego. Gdyby tę samą historię napisano na 100 stronach, byłaby o wiele ciekawsza. W mojej ocenie Fitzgeraldowi nie udało się wprowadzić czytelnika w magiczną atmosferę lat dwudziestych. Zupełnie tego nie czułam i niestety nie rozumiem fenomenu Wielkiego Gatsby'ego. Dla mnie jest raczej malutki ;) Na szczęście po beznadziejnym czytelniczo marcu przyszedł o wiele lepszy kwiecień :)

Czytałyście Wielkiego Gatsby'ego? Udało Wam się poczuć rzekomy czar płynący z tej książki? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...