wtorek, 28 stycznia 2014

Miejsca godne polecenia, odcinek 1: blogi.

O ile czasami, niejako między słowami polecam Wam różne ciekawe miejsca w sieci, o tyle przez ponad trzy lata istnienia Na obcasach jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się napisać notki służącej wyłącznie rekomendowaniu innych blogów. Dzisiaj będzie ten pierwszy raz ;) i kto wie, może ten post stanie się częścią serii? Nie planowałam tego. Notka powstaje spontanicznie, pod wpływem oczarowania trzema (a nawet czterema ;)) blogami, które odkryłam całkiem niedawno i w których namiętnie się zaczytuję.


1. Jest-rudo. Ten blog zyskał moją sympatię już dzięki samej nazwie :) ale to z pewnością nie jedyne, co mi się w nim podoba. Znajduję tam masę błyskotliwego humoru, ciętych ripost, pomysłów, porad, inspiracji i motywacji. Zakres poruszanych przez autorkę tematów jest bardzo szeroki, więc wydawać by się mogło, że nie wszystkie jej notki mają szansę mnie zainteresować, a jednak każdą jedną czytam od deski do deski, nierzadko obśmiewając się przy tym jak norka ;) Blog bardzo lekki i przyjemny, a jednocześnie skłaniający do myślenia. I na dodatek ładny, co - przynajmniej dla mnie - nie jest bez znaczenia :)

2. Hattu. Kolejny blog, o którym mogłabym pisać w samych superlatywach. Właściwie to mogłabym przekopiować tutaj recenzję z punktu nr 1 ;) Ładna oprawa graficzna, piękne zdjęcia, ciekawe pomysły, dużo kreatywności, dobra energia. Hattu raz porusza tematy poważne (jak chciażby "Polak czy polaczek?"), a innym razem totalnie zakręcone (zobaczcie komiksy jej autorstwa ;)). Ostatni bastion mojego blogerskiego serca zdobyła notką o plakatach typograficznych - dowiodła tym, że mamy zbieżne poczucie estetyki :) choruję na takie plakaty od miesięcy, a Hattu na nowo roznieciła we mnie chęć posiadania ;)

3. Blogerki zniszczyły mi życie. Trudno się tym nie zainteresować, kiedy prowadzi się bloga ;) Autorem strony jest Konrad. Jego dziewczyna czyta blogi. Możnaby pomyśleć: co z tego? A no sporo, same się przekonajcie ;) Blog pełen ironii, zjadliwego humoru, kpiny. Niby mogłabym poczuć się urażona ;) a jednak chętnie tam wracam. Głównie po to, żeby się trochę pochichrać ;) z Konrada, z jego dziewczyny, z blogerek, z samej siebie. Raptem 2 dni temu odkryłam, że Konrad prowadzi jeszcze Blog na końcu Internetu, gdzie z uwagi na charakterystyczny styl autora zaglądam równie chętnie.


Znacie zarekomendowane przeze mnie blogi? A może same odkryłyście ostatnio jakieś ciekawe skrawki blogosfery? Jeśli tak, to liczę na linki :))

niedziela, 26 stycznia 2014

Podkładowy pojedynek

Kiedy pod koniec października stanęłam przed dylematem dotyczącym tego jaki podkład do twarzy zgarnąć ze sklepowej półki (KLIK) chętnie przyszłyście mi z pomocą, za co ponownie dziękuję :) Spośród poleconych przez Was kosmetyków wybrałam dwa, które miały największą szansę sprostać moim oczekiwaniom. Wybór padł na podkłady MaxFactor Facefinity i Bourjois Healthy Mix.


Od zakupu minęły właśnie trzy miesiące. W tym czasie używałam tych podkładów na zmianę, w zależności od nastroju i aktualnego odcienia mojej cery. Już na pierwszy rzut oka widać, że Healthy Mix 52 Vanilla jest ciemniejszy i bardziej żółty od lekko brzoskwiniowego Facefinity Nude 47.


Na szczęście oba podkłady posiadają zdolność dopasowywania się do koloru cery, więc w żadnym z nich nie wyglądałam sztucznie. Przynajmniej w swojej własnej ocenie ;) Ta wspólna cecha nie oznacza jednak, że podkłady są sobie równe.


Facefinity All Day Flawless 3 - in - 1 Foundation to wyjątkowy kosmetyk, którego specjalna, potrójna formuła pozwala na zachowanie perfekcyjnej cery przez cały dzień. Jest to płynny podkład, w którego skład wchodzi nie tylko tradycyjny fluid, ale także baza pod makijaż oraz korektor! Jego właściwości pozwalają uzyskać niezwykle trwałe, perfekcyjne wygładzenie.

Producenta jak zwykle trochę poniosło ;) Może rzeczywiście podkład zawiera trochę bazy i korektora, ale zupełnie tego nie odczułam. Nie zauważyłam ani wyjątkowego krycia (którego wcale od podkładu nie oczekuję, bo od tego są korektory), ani nadzwyczajnej trwałości. Niemniej jednak Facefinity to naprawdę dobry kosmetyk. Aplikowany Beauty Blenderem ładnie stapia się ze skórą i ujednolica jej koloryt. Daje niemal matowe wykończenie, jednak nie jest to płaski mat. Twarz pokryta Facefinity wygląda po prostu zdrowo. Pokład utrwalony pudrem trzyma się na mojej mieszanej cerze przez cały dzień. Po kilku godzinach zmatowienia wymaga jedynie strefa T, co jest dla mnie standardem. Plus za przezroczyste, szklane opakowanie ze sprawnie działającą pompką i filtr SPF20. 


70% więcej blasku, rozświetlona i ujednolicona cera do 16 godzin. Podkład wzbogacony w krystaliczne pigmenty ujednolica cerę, rozświetlając ją od wewnątrz. Cera jest pięknie rozświetlona i nawilżona przez 8 godzin. Delikatna i świeża tekstura niesłychanie łatwo wtapia się w skórę, nie pozostawia śladów na skórze. Efekt: zdrowa i naturalnie piękna cera.

Czytając opis producenta mam ochotę parsknąć śmiechem. Ujednolicona cera do 16 godzin? Tiaaa... Niestety, ale ten dobrze zapowiadający się podkład znika z mojej twarzy już po trzech, góra czterech godzinach od nałożenia. Ulatnia się niezależnie od warunków atmosferycznych i od tego, czy dotykam twarzy czy nie. Kiedy wieczorem przecieram twarz wacikiem nasączonym płynem micelarnym stwierdzam, że jest prawie czysty. Szkoda, bo patrząc na ten podkład przez pryzmat wersji Serum spodziewałam się lepszej jakości. Healthy Mix w moim odczuciu broni się jedynie poręcznym opakowaniem z pompką, bezproblemowym aplikowaniem i ładnym stapianiem się z cerą. Używam go właściwie tylko na "krótkotrwałe" okazje ;) a że takich trafia mi się dość mało, to i zużywanie idzie mozolnie, co dobrze widać na pierwszym zdjęciu.

Gdybym miała ponownie sięgnąć po któryś z tych podkładów, z pewnością kupiłabym Facefinity. Ale nie kupię, bo potulnie wracam do mojego ulubionego Bourjois Healthy Mix Serum. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta :DDD


Owocowa terapia (z liczi, jagodami goji i owocem granatu) zmniejszająca zmęczenie, pozostawiająca uczucie świeżości i lekkości, rozświetlająca i ujednolicająca cerę na 16 godzin. Zawiera witaminy i przeciwutleniacze. Podkład ma postać żelu, który stapia się z naturalnym odcieniem skóry i nadając jej półmatowe wykończenie. Jest hypoalergiczny i nie blokuje porów.

To 16-godzinne ujednolicenie tu także jest naciągane, ale i tak uwielbiam ten podkład! Jest naprawdę trwały. Aż dziwne, że klasyczny Healthy Mix tak mocno od niego odbiega. Co ciekawe, te wersje różnią się także kolorem, mimo, że na obu widzę oznaczenie "52 Vanilla". Waniliowy Healthy Mix serum jest jaśniejszy od swojego starszego brata. Aplikuje się z łatwością. Ujednolica koloryt cery w bardzo zadowalającym stopniu maskując chociażby cienkie, niebieskie żyłki które prześwitują przez cienką skórę pod moimi oczami czy zaczerwienienia na skrzydełkach nosa. Sprawia, że twarz wygląda zdrowo i promiennie. Nie ma mowy ani o błysku, ani o płaskim macie. Zmatowienie strefy T mniej więcej w połowie dnia wystarczy, żebym mogła cieszyć się nałożonym rano makijażem aż do wieczora. Widoczna na zdjęciu buteleczka HMS nie jest ani pierwszą, ani ostatnią którą kupiłam :) Polecam posiadaczkom mieszanej, względnie bezproblemowej, dobrze nawilżonej cery.

Jaki podkład prowadzi obecnie w Waszym prywatnym podkładowym rankingu? :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Miłe zaskoczenie :)

Kiedy kilka tygodni temu, potrzebując kremu do twarzy stanęłam przed sklepową półką stwierdziłam, że wśród drogeryjnych mazideł nie mam swojego ulubieńca i chętnie przetestuję coś nowego. Wybór był ogromny, a ja sugerowałam się właściwie tylko wyglądem opakowania, typem kremu i ceną ;) Tym sposobem w moim koszyku znalazł się odżywczy krem półtłusty Soraya z olejem z amarantusa.

















Został stworzony z myślą o kobietach, które oczekują od codziennej pielęgnacji regeneracji, zmiękczenia naskórka oraz poprawy elastyczności skóry. Dzięki bogatej konsystencji i odżywczym składnikom krem świetnie sprawdza się w przypadku cery suchej. Jego wyjątkowa formuła obdarza cerę aksamitną gładkością i komfortem, zmniejsza szorstkość, sprawia, że skóra jest miękka i wygląda zdrowo.


Od początku istnienia marki Soraya byłam do niej uprzedzona, coś mnie raziło w tych wszystkich reklamach - zupełnie nie wiem dlaczego. Jednak ten krem wpadł mi w oko na tyle, że postanowiłam się przemóc. Dobrze się stało! Spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie :) 

Zacznę od wad, bo to pójdzie mi szybko. Otóż... wad nie stwierdzono ;))) Mogłabym przyczepić się do długiego, typowo drogeryjnego składu, ale nie zrobię tego z trzech powodów. Po pierwsze: krem świetnie działa na moją cerę właśnie dzięki temu, że zawiera takie a  nie inne składniki. Po drugie: oleje i ekstrakty są w nim dość wysoko umiejscowione. Po trzecie: odkąd naturalna pielęgnacja zafundowała mi więcej szkody niż pożytku przestałam czepiać się tych niezbyt idealnych składów.

Lista zalet będzie zdecydowanie dłuższa ;) Wybrałam krem oznaczony jako "półtłusty" i "odżywczy", żeby lepiej ochronić cerę przed niskimi temperaturami. I on rzeczywiście właśnie taki jest :) Treściwy, ale nie przesadnie ciężki (z pewnością nie aż tak jak krem Nivea z granatowej puszki), aksamitny, bardzo kremowy. Producent nie kłamał! Ten kosmetyk faktycznie sprawiał, że moja cera była wyraźnie odżywiona, nawilżona i elastyczna. Dawał mi uczucie komfortu na wiele godzin. Mimo bogatej formuły wchłaniał się w stu procentach, nie pozostawiając na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy. Świetnie nadawał się pod makijaż. Był wydajny. Miał nienachalny, przyjemny zapach. Piszę w czasie przeszłym, bo jak widać na zdjęciach, po kremie zostało mi już tylko opakowanie ;) Zużyłam do dna i z pewnością sięgnę po kolejny słoiczek. Słoiczek swoją drogą bardzo ładny, dość ciężki, poręczny, zakończony plastikową zakrętką. 


Za 50 ml kremu musimy zapłacić ok. 15 złotych. Bardzo przyzwoita cena, zwłaszcza przez wzgląd na jakość otrzymywanego produktu. Zdradzę Wam, że mazidło którego używam obecnie do pięt mu nie dorasta. Chcecie recenzję? ;)

Dajcie znać, czy macie swoich ulubieńców wśród drogeryjnych kremów do twarzy :) A może wcale ich nie używacie? Jak nawilżacie cerę zimą? Pogadajmy :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...