Co tu dużo mówić. Brokatowa mania trwa ;) Tym razem prezentuję Wam jej najlepszą, bo różową odsłonę :DDD Spokojnie, jestem daleka od uskuteczniania wizerunku słodkiej laleczki ;)) niemniej jednak dodatki w kolorze wyrazistego różu / fuksji to jest to, co lubię :) Odcienie różu stanowią blisko połowę mojej lakierowej kolekcji. Ale ja nie o tym! Dzisiaj konkretnie: o brokatowym topperze nr 154 marki Mollon z serii Party Line, którego dwie warstwy położyłam na różowy lakier Inglot nr 939.
Ciekawe efektu? Oto i on :))
Tym sposobem uzyskałam pożądany efekt - roziskrzony, aczkolwiek nienachalny manicure :) Podoba mi się!
Topper Mollon Party Line nr 154 to transparentny lakier, w którym zatopiono mnóstwo mikrodrobinek. Są różowe, a mienią się na... różowo - fioletowo :) Mrrrau! Już jedna warstwa położona na różowy base coat daje zadowalający efekt. Ja położyłam dwie, dla podwojenia efektu iskrzenia :) Topper rozprowadza się bardzo przyjemnie - nie jest ani zbyt gęsty (pędzelek łatwo sunie po płytce paznokcia), ani zbyt lejący (nie spływa na skórki). Trwałość oceniam wysoko - lakier utrwalony bezbarwnym top coatem (w tym przypadku: Seche Vite) nie odpryskuje! Ściera się dopiero po 3-4 dniach. To zaskakujące, biorąc pod uwagę ilość warstw na paznokciu (odżywka, dwie warstwy kremowego Inglota, dwie warstwy brokatowego topu, utwardzacz...). Przyznaję maksymalną ocenę :))
Za pękatą buteleczkę o pojemności 10 ml zapłaciłam około 7 złotych. Lakier znalazłam w jednej z niepozornych drogerii "no name" na terenie mojego niewielkiego miasta. Podoba Wam się? Jeśli tak, to życzę owocnych poszukiwań :))
wtorek, 7 lutego 2012
sobota, 4 lutego 2012
Gościnne zmywanie ;)
Praktycznie każdego dnia nakładamy na buzię kremy, podkłady, pudry i inne kosmetyki. Koniec końców trzeba to wszystko zmyć ;) Codzienne oczyszczanie cery to absolutny mus - dla jej zdrowia i urody. Z tego względu ochoczo przyjęłam propozycję Olay dotyczącą przetestowania linii Gentle Cleansers (KLIK). Otrzymałam cztery produkty: nawilżające mleczko oczyszczające, łagodną emulsję do demakijażu oczu, odświeżający żel do demakijażu i odświeżający tonik do twarzy.
Sama niestety nie byłam w stanie sprawdzić działania całej gamy. Od pewnego czasu znowu noszę jedwabne rzęsy doklejane u kosmetyczki metodą 1:1 (pisałam Wam o tym TUTAJ), nie maluję ich, więc siłą rzeczy nie potrafiłabym przeprowadzić pełnego demakijażowego testu. Z tego względu do przetestowania linii Olay Gentle Cleansers zaprosiłam moją przyjaciółkę, Magdę, której cera jest niemal identyczna do mojej - normalna w kierunku mieszanej, względnie bezproblemowa. Zapraszam na krótką, aczkolwiek rzeczową recenzję jej autorstwa :)
"Do testów otrzymałam cztery kosmetyki do demakijażu. Sięgałam po nie przez niemal dwa miesiące co wieczór w następującej kolejności: mleczko, emulsja do demakijażu oczu, żel do mycia twarzy i tonik.
Nawilżające mleczko oczyszczające wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie klei się, nie wysusza skóry ani jej nie ściąga. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry ani nie szczypał w oczy. Jest bardzo wydajny! Ma konsystencję typowego mleczka. Ładnie pachnie :) I co najważniejsze - świetnie zmywa makijaż.
Łagodna emulsja do demakijażu oczu to moim zdaniem najsłabszy element serii. Owszem - nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie w oczy. Jednak niezbyt dobrze spełnia swoje podstawowe zadanie. Aby dokładnie zmyć makijaż oczu (cienie i niewodoodporny tusz) trzeba nałożyć na powieki dużą ilość preparatu i dość mocno pocierać, co wywołuje dyskomfort i nie służy delikatnej skórze wokół oczu. Wzrok po zmywaniu emulsją przez moment jest zamglony. Plus za kremową, nielejącą konsystencję, zapach i wydajność. Mimo to nie planuję powrotu do tego kosmetyku.
Odświeżający żel do mycia twarzy to całkiem przyzwoity produkt. Ma lekko żelową konsystencję, ładnie pachnie, nie podrażnia ani nie uczula skóry. Dobrze się pieni, fajnie domywa resztki makijażu i sebum. Pozostawia cerę oczyszczoną i odświeżoną. Nie wywołuje wysuszenia czy napięcia skóry. W relacji do pozostałych kosmetyków serii jest nieco mniej wydajny (mimo to starcza na długo!). Niestety ciężko wydobyć z tubki resztki produktu. Ogólnie jestem na tak :)
Na koniec: odświeżający tonik do twarzy. Bardzo fajny produkt! Odświeża i tonizuje cerę, pozostawiając ją lekko nawilżoną, gładką i zmatowioną. Podobnie jak pozostałe kosmetyki linii Gentle Cleansers ładnie pachnie, nie podrażnia ani nie uczula.
Generalnie jestem bardzo zadowolona z tej serii. Powiedziałabym, że dzięki swojej delikatności i łagodności poprawiła stan mojej cery. Zastanawiam się tylko, czy podobne spostrzeżenia miałabym stosując te kosmetyki osobno, zamiast jednocześnie. W każdym razie - jako całość linia jest godna uwagi :) Spełnia swoje zadanie, nie podrażnia, jest delikatna i przyjemna w stosowaniu. Jedyny element, który wykluczyłabym z użytku to emulsja do zmywania oczu. Powody podałam powyżej :) Najbardziej polecam tonik, zaraz po nim żel i mleczko. Na te kosmetyki warto wydać po tych kilkanaście złotych".
Cóż mogę dodać? :) Chyba tylko tyle, że dziękuję Magdzie za rzetelne testy i recenzję :))
Znacie linię Olay Gentle Cleansers? Co sądzicie o jej elementach?
Sama niestety nie byłam w stanie sprawdzić działania całej gamy. Od pewnego czasu znowu noszę jedwabne rzęsy doklejane u kosmetyczki metodą 1:1 (pisałam Wam o tym TUTAJ), nie maluję ich, więc siłą rzeczy nie potrafiłabym przeprowadzić pełnego demakijażowego testu. Z tego względu do przetestowania linii Olay Gentle Cleansers zaprosiłam moją przyjaciółkę, Magdę, której cera jest niemal identyczna do mojej - normalna w kierunku mieszanej, względnie bezproblemowa. Zapraszam na krótką, aczkolwiek rzeczową recenzję jej autorstwa :)
"Do testów otrzymałam cztery kosmetyki do demakijażu. Sięgałam po nie przez niemal dwa miesiące co wieczór w następującej kolejności: mleczko, emulsja do demakijażu oczu, żel do mycia twarzy i tonik.
Nawilżające mleczko oczyszczające wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie klei się, nie wysusza skóry ani jej nie ściąga. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry ani nie szczypał w oczy. Jest bardzo wydajny! Ma konsystencję typowego mleczka. Ładnie pachnie :) I co najważniejsze - świetnie zmywa makijaż.
Łagodna emulsja do demakijażu oczu to moim zdaniem najsłabszy element serii. Owszem - nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie w oczy. Jednak niezbyt dobrze spełnia swoje podstawowe zadanie. Aby dokładnie zmyć makijaż oczu (cienie i niewodoodporny tusz) trzeba nałożyć na powieki dużą ilość preparatu i dość mocno pocierać, co wywołuje dyskomfort i nie służy delikatnej skórze wokół oczu. Wzrok po zmywaniu emulsją przez moment jest zamglony. Plus za kremową, nielejącą konsystencję, zapach i wydajność. Mimo to nie planuję powrotu do tego kosmetyku.
Odświeżający żel do mycia twarzy to całkiem przyzwoity produkt. Ma lekko żelową konsystencję, ładnie pachnie, nie podrażnia ani nie uczula skóry. Dobrze się pieni, fajnie domywa resztki makijażu i sebum. Pozostawia cerę oczyszczoną i odświeżoną. Nie wywołuje wysuszenia czy napięcia skóry. W relacji do pozostałych kosmetyków serii jest nieco mniej wydajny (mimo to starcza na długo!). Niestety ciężko wydobyć z tubki resztki produktu. Ogólnie jestem na tak :)
Na koniec: odświeżający tonik do twarzy. Bardzo fajny produkt! Odświeża i tonizuje cerę, pozostawiając ją lekko nawilżoną, gładką i zmatowioną. Podobnie jak pozostałe kosmetyki linii Gentle Cleansers ładnie pachnie, nie podrażnia ani nie uczula.
Generalnie jestem bardzo zadowolona z tej serii. Powiedziałabym, że dzięki swojej delikatności i łagodności poprawiła stan mojej cery. Zastanawiam się tylko, czy podobne spostrzeżenia miałabym stosując te kosmetyki osobno, zamiast jednocześnie. W każdym razie - jako całość linia jest godna uwagi :) Spełnia swoje zadanie, nie podrażnia, jest delikatna i przyjemna w stosowaniu. Jedyny element, który wykluczyłabym z użytku to emulsja do zmywania oczu. Powody podałam powyżej :) Najbardziej polecam tonik, zaraz po nim żel i mleczko. Na te kosmetyki warto wydać po tych kilkanaście złotych".
Cóż mogę dodać? :) Chyba tylko tyle, że dziękuję Magdzie za rzetelne testy i recenzję :))
Znacie linię Olay Gentle Cleansers? Co sądzicie o jej elementach?
**********************************************************************************************
Korzystając z okazji, że właśnie przedstawiłam Wam recenzję kosmetyków otrzymanych do testów...
Całkiem możliwe, że kojarzycie ostatnią blogową aferę. Jeśli nie, to zapraszam Was do lektury dwóch postów na blogu Dominiki, autorki Wyznań Kosmetykoholiczki: KLIK i KLIK. Dominikę spotkała przykra sytuacja, oszustwo. Na jaw wyszło, że w blogowym świecie funkcjonują osoby, których uczciwość i rzetelność pozostawia wiele do życzenia. Nie będę się rozpisywać. Już kilka bloggerek napisało na swoich blogach dokładnie to, co sama chciałabym Wam napisać - jak chociażby Cammie w swoim poście Trzy grosze ... : KLIK. Podpisuję się pod jej słowami, mam i uważam tak samo. Wiedzcie, że Na obcasach to blog, który powstał wyłącznie z pasji i dla przyjemności. Zakładając go nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę współpracowała z jakąkolwiek firmą. Obecnie współpracuję. Każda z tych relacji oparta jest na uczciwych zasadach. Mam poczucie, że jestem fair. Moje recenzje zawsze są w pełni subiektywne i uczciwe, bez względu na to, czy dany kosmetyk kupiłam, czy dostałam. Ogromnie cieszę się, że tak licznie obdarzacie mnie i moją markę - Na obcasach - zaufaniem i sympatią. Mam nadzieję, że tak zostanie. W końcu piszę właśnie dla Was i dla własnej satysfakcji, a nie dla paru otrzymanych w prezencie mazideł :)
czwartek, 2 lutego 2012
Cud, nie kosmetyk :))
Odkąd Rossmann ogłosił promocję na kosmetyki marki Alterra zaroiło się od nich na blogach :) Mam i ja! Z tym, że już od dawna ;) Olejek do masażu Migdały i Papaja kupiłam mniej więcej miesiąc temu.
Zapłaciłam za niego około 18 zł. Obecnie możecie go dostać za kilka złotych mniej. Spieszcie się, korzystajcie z promocji! Jestem pewna, że nie będziecie żałować. Ten kosmetyk to must have :))
Bardzo podoba mi się, że olejek zamknięto w dość ciężkiej, szklanej butelce z wygodnym dozownikiem.
To tylko jeden z wielu plusów. Kolejnym jest zapach - po prostu boski! Słodkawy, niby trochę cukierkowy, a jednak lekko cytrusowy, przełamany nutką miodu, nienachalny. Cudo. Następny plus: skład. Prosty, nasycony dobrymi, naturalnymi olejkami i ekstraktami. Kosmetyk wegański! Czyli tworzony bez udziału składników pochodzenia zwierzęcego. Brawo Alterra :)
Wybrałam wersję do masażu ze względu na to, że jednym z jego głównych składników jest olej migdałowy, który wyjątkowo dobrze służy mojej skórze. Zeszłej zimy używałam go w czystej postaci - pisałam o tym TUTAJ. Stosuję go na wiele sposobów, rzadko zgodnie z przeznaczeniem. Przede wszystkim jest doskonałym kosmetykiem do twarzy. Używam go dokładnie tak, jak kiedyś olejku migdałowego - nakładam na całą twarz na noc co drugi - trzeci dzień. Rano cera jest mięciutka, odżywiona, dogłębnie nawilżona i zregenerowana. Olej nie wywołuje u mnie absolutnie żadnych niepożądanych skutków typu zapychanie, świecenie. Ponad to alterrowy olejek służy mi do pielęgnacji włosów. Używam go naprzemiennie z innymi olejami typu Sesa, Parachute. Działa doskonale - nawilża i odżywia włosy, wygładza ich strukturę, nie powoduje elektryzowania. No i pięknie pachnie! Ale o tym już pisałam ;) Jakość i wydajność w relacji do ceny (również regularnej) - marzenie. Olejek Alterra to cud, nie kosmetyk. Z pewnością skuszę się na więcej :) Może Brzoza i Pomarańcza...?
Znacie olejki pielęgnacyjne od Alterry? Czy również stosujecie je "niezgodnie z przeznaczeniem"? Co o nich sądzicie? :)
Bardzo podoba mi się, że olejek zamknięto w dość ciężkiej, szklanej butelce z wygodnym dozownikiem.
To tylko jeden z wielu plusów. Kolejnym jest zapach - po prostu boski! Słodkawy, niby trochę cukierkowy, a jednak lekko cytrusowy, przełamany nutką miodu, nienachalny. Cudo. Następny plus: skład. Prosty, nasycony dobrymi, naturalnymi olejkami i ekstraktami. Kosmetyk wegański! Czyli tworzony bez udziału składników pochodzenia zwierzęcego. Brawo Alterra :)
Wybrałam wersję do masażu ze względu na to, że jednym z jego głównych składników jest olej migdałowy, który wyjątkowo dobrze służy mojej skórze. Zeszłej zimy używałam go w czystej postaci - pisałam o tym TUTAJ. Stosuję go na wiele sposobów, rzadko zgodnie z przeznaczeniem. Przede wszystkim jest doskonałym kosmetykiem do twarzy. Używam go dokładnie tak, jak kiedyś olejku migdałowego - nakładam na całą twarz na noc co drugi - trzeci dzień. Rano cera jest mięciutka, odżywiona, dogłębnie nawilżona i zregenerowana. Olej nie wywołuje u mnie absolutnie żadnych niepożądanych skutków typu zapychanie, świecenie. Ponad to alterrowy olejek służy mi do pielęgnacji włosów. Używam go naprzemiennie z innymi olejami typu Sesa, Parachute. Działa doskonale - nawilża i odżywia włosy, wygładza ich strukturę, nie powoduje elektryzowania. No i pięknie pachnie! Ale o tym już pisałam ;) Jakość i wydajność w relacji do ceny (również regularnej) - marzenie. Olejek Alterra to cud, nie kosmetyk. Z pewnością skuszę się na więcej :) Może Brzoza i Pomarańcza...?
Znacie olejki pielęgnacyjne od Alterry? Czy również stosujecie je "niezgodnie z przeznaczeniem"? Co o nich sądzicie? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


