piątek, 9 marca 2012

Włosowa historia ;) + haul ZSK

Każdej dziewczynie, której zależy na pięknych i zdrowych włosach, blog Anwen Jak dbać o długie włosy? (KLIK) zapewne spadł wprost z nieba. Dla mnie to skarbnica wiedzy i nie wyobrażam sobie, żeby miało mi jej zabraknąć. To właśnie Anwen zainspirowała mnie do wzmożonej dbałości o czuprynę... Ale po kolei.

Na wyżej wskazanym blogu dużym powodzeniem cieszy się cykl "Moja włosowa historia". Ja jeszcze nie osiągnęłam spektakularnych efektów, którymi chciałabym się tam pochwalić. Niemniej jednak tu przedstawię Wam moją włosową historię w pigułce. Kiedyś może napiszę pełnowymiarową relację (ze zdjęciami) do opublikowania w anwenowym cyklu... ;)

Było tak. W dzieciństwie miałam sięgające niemal do pasa, sypkie, miękkie i zdrowe włosy. Po I Komunii tradycyjnie mi je ścięto... na totalnie krótko. Męskie cięcie w damskiej wersji. Jako dziecko niespecjalnie się na tym skupiałam. Po dwóch czy trzech latach postanowiłam na nowo zapuścić włosy. Jednak te sięgające ramion nie były już tak gładkie jak pierwotnie... I tu się zaczęło. Prostowanie :] Upragnioną gładkość osiągałam rzecz jasna doraźnie, jednocześnie niemiłosiernie wysuszając i niszcząc włosy. Zamiast być lepiej, było coraz gorzej... Miałam kilkanaście (prawie -dzieścia) lat i suche, puszące się, łamliwe włosy. Zadowalająco wyglądały tylko po prostowaniu, więc... prostowałam dalej. Codziennie. Błędne koło. Dodatkowo zaczęłam farbować (na brąz zbliżony do mojego naturalnego) bo ktoś mi doradził, że farba obciąży włosy = zredukuje puszenie. Taaa... Jesienią 2010 r. poszłam do zaprzyjaźnionej fryzjerki na rutynowe podcięcie końcówek (robiłam to co ok. 2 miesiące, bo włosy rozdwajały mi się niemiłosiernie - rzecz jasna dzięki mojej ceramicznej przyjaciółce). Nie pierwszy raz zwróciła uwagę na kiepską kondycję moich włosów. W rezultacie nie ścięłam 2 centymetrów. Ścięłam grubo ponad 20. Bolało... ;) ale wiedziałam, że to konieczne. W efekcie miałam czuprynę ledwo dotykającą ramion ale i świadomość, że od razu pozbyłam się całej zniszczonej części pukli. Czy zrezygnowałam z prostowania? A skąd! Byłam na dobrej drodze do zafundowania sobie powtórki z rozrywki. Otrząsnęłam się dopiero podczas zeszłorocznych wakacji. Wtedy też zaczęłam staranniej dbać o włosy chcąc odzyskać dawną długość i jednocześnie poprawić jakość. Porzuciłam prostowanie i niemal zrezygnowałam z suszenia :) Od tamtego czasu suszę i prasuję wyłącznie grzywkę (mała strata, bo i tak regularnie ją ścinam). Oprócz tego moja troska o włosy przejawia się w myciu metodą OMO lub samą odżywką, nakładaniu masek, kosmetyków chroniących końcówki, olejowaniu, niepocieraniu mokrych włosów ręcznikiem (wystarczy delikatne odciskanie!), czesaniu Tangle Teezerem (nadal uważam, że ta szczotka to objawienie dla osoby borykającej się z plątaniem i łamaniem włosów). Dodam, że nie unikam szamponów i odżywek z silikonami - chyba tylko dzięki nim trzymam swoje kudełki w ryzach. Lepsze to niż parzący wspomagacz... ;) choć oczywiście marzę o chwili, kiedy włosy będą wyglądały zdrowo w wyniku realnego stanu, a nie zastosowania dyscyplinatora.

Po ośmiu miesiącach widzę dużą poprawę kondycji mojej czupryny. Włosy sięgają już do łopatek, są zdrowsze niż dawniej, ale ... do ideału wciąż im daleko. Samo nieprostowanie, niesuszenie i olejowanie to najwyraźniej za mało. Studiuję więc bloga Anwen skupiając się na tym, jak jeszcze mogę sobie pomóc. Sposobów jest wiele :) ale żeby wprowadzić je w czyn potrzebne są narzędzia. I dlatego ...


... kliknęłam kilka cudeniek w sklepie z półproduktami kosmetycznymi Zrób Sobie Krem (KLIK). Zdecydowałam się na następujące rzeczy:







Mocznik dostałam w ramach gratisu. Oprócz półproduktów wzięłam też dwie buteleczki z atomizerem i dwie ze spryskiwaczem. Przydadzą mi się do przechowywania i aplikowania chociażby mgiełki aloesowej, którą wykonam według TEGO przepisu. Od tej pory zamierzam zadbać o włosy intensywniej niż dotychczas. Będę wzbogacać odżywki i maski, robić płukanki, mieszać mgiełki... i nadal bardzo uważnie śledzić bloga Anwen :) W planach mam także farbowanie naturalną henną Khadi, ale to kwestia na dalsza przyszłość (niedawno farbowałam się drogeryjnym nabytkiem). Naturalnie zamierzam kontynuować olejowanie. Mam nadzieję, że moje starania przyniosą pożądany efekt :))

Miała być historia w pigułce, wyszedł tasiemiec... Jak ja się rozgadam, to nie ma zmiłuj... Przepraszam ;)))

Drogie Czytelniczki, jak pielęgnujecie swoje włosy? Ograniczacie się do standardowego zestawu, czy może dostarczacie czuprynie czegoś więcej? Macie sprawdzone patenty na poprawę kondycji włosów? Ulubione półprodukty, maski, mgiełki, kompresy, sposoby olejowania? Podzielcie się! :)

54 komentarze:

  1. to czekamy na relacje :) dużo tego kupilas i ile zaplacilas za wszystko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom całe te zakupy nie były takie drogie :) Zapłaciłam 90 zł. Chcąc umieszać pewne mikstury nie mogłam zrezygnować z tych składników, wszystkie są mi potrzebne. Mam nadzieję, że ta inwestycja się opłaci :)

      Usuń
  2. mnie dalej odstrasza utrzymujący się niemiłosiernie długo "zapach" sesy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc zmień olej! Nie ma sensu się męczyć. Może kokosowy, pachnący maślanymi ciasteczkami Parachute? :)

      Usuń
  3. Kochana napisz swoje odczucia po wykonywaniu różnych specyfików. Ja cały czas nie mogę się przekonać do zabawy w małego chemika i wole gotowe mieszanki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory też wybierałam opcję "dla leniwców", ale widzę, że spektakularnych efektów tym nie osiągnę...

      Usuń
  4. Zakupy niezłe :) ja ostatnio kupiłam sobie keratyne i olej z pestek śliwki, też dzięki Anwen :) olejuje już od jakiegoś czasu ale wiem, że w tym potrzeba cierpliwości i niestety po miesiącu nie widać za dużo. Z prostownicy też staram się rezygnować co jest ciężkie :) Ale teraz zazwyczaj albo susze albo prostuje. Niestety moje włosy są nijakie po wyschnięciu, ani proste ani falowane więc trzeba im pomóc :)
    Na henne też się czaję, ale mam pewne obawy co do niej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej z pestek śliwki to ten pachnący marcepanem? Boski jest! Kiedyś go miałam. Chciałam kliknąć przy okazji powyższych zakupów, ale był niedostępny...

      Moje włosy po wyschnięciu też są nijakie :) Ni to proste, ni to falowane. Postanowiłam jednak, że to przetrzymam. Pomogę im wydobyć naturalny skręt (falę) :)

      Odnośnie henny - też miałam (mam) wątpliwości. Pudełko Khadi trzymam w szufladzie od pół roku i jeszcze się nie zdecydowałam... Jednak ostatnio dziewczyny przekonały mnie, że nie ma się czego bać :) więc spróbuję, będzie co ma być ;)

      Usuń
    2. Tak ten :) jak go używałaś? ja na razie stosuje go na końcówki, ale może ma jakieś lepsze zastosowania :)

      Ja ze swoich wolałabym wydobyć naturalną "prostotę"? :)
      Tylko właśnie coś za coś. Jak umyję wieczorem i wyschną mi naturalnie to rano nadają się tylko do związania bo nie mają za grosz objętości. Rano jak myję to trzeba suszyć bo nigdy nie ma czasu przed wyjściem do pracy... I tak w kółko :)

      To poczekam jak wypróbujesz i opiszesz efekty to może i ja się skuszę :)

      Usuń
    3. Oleju używałam do wzbogacania kremów do twarzy i właśnie do włosów :)

      Też wolałabym naturalną prostotę, ale niestety (albo stety) już wiem, że moje włosy mają skłonność do falowania :) Na suszenie też nie mam czasu. Włosy myję rano i wychodzę - z wilgotnymi :) Schną po drodze.

      Usuń
  5. Ja używam różnych włosowych wspomagaczy, efekty są raz lepsze raz gorsze, ciągle szukam swojego idealnego zestawu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu może służyć coś innego, ale mimo to chętnie poczytam o specifikach, które się u Ciebie sprawdzają :)

      Usuń
  6. Oj, ja też przez prostownicę przesuszyłam i zniszczyłam włosy. Ale opamiętałam się po 10 miesiącach :) Od października intensywnie pielęgnuje włosy, zmagania opisuje na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm. Ja prostuję włosy od pięciu albo sześciu lat i nieskromnie przyznam, że każdy fryzjer zachwyca się tym, w jakim są dobrym stanie: a to, co z nimi robię, to zwykłe mycie (od niedawna OMO), maska na minimum pół godziny, a po prostowaniu nawilżam je jedwabiem. Fakt jest też taki, że mam bardzo grube i gęste włosy, może przez to jest mi trochę 'łatwiej'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to nawilżasz jedwabiem? przecież jedwab to nie odżywka...

      Usuń
    2. jedwab wysusza , tworzy tylko zludzenie nawilzonych ,wiec niby jak nawilzasz ,bo nie kumam ?

      Usuń
    3. jedwab jeżeli nie ma alkoholu nie wysusza włosów, ludzie :D ile razy już to słyszę..

      Usuń
    4. Normalnie, nakładam jedwab na świeżo wyprostowane włosy i świetnie trzyma je w ryzach, poza tym włosy są sypkie i pięknie lśnią.

      Usuń
    5. Farfaraway, jeśli prostownica nie niszczy Ci włosów, to nic tylko pozazdrościć. Moim włosom jedwab nie służy...

      Usuń
    6. Jeśli włosy są grube to faktyczniej wolniej je niszczy prostownica. Najgorzej mają posiadaczki cienkich i lichych włosów, one się niszczą momentalnie :/ Jednak uważam, że i na grubych włosach może się kiedyś odbić palenie ich wysoką temperaturą.

      Usuń
  8. Niezłe zakupy! Ciekawa jestem efektów tej mgiełki aloesowej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam produkty na ZSK. :) planuję niebawem kolejne zamówienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o listę Twoich ulubionych mikstur i półproduktów! :)

      Usuń
  10. Lubię takie historie, bo mnie bardzo motywują. :)
    Inna sprawa to moje włosy, które chyba tylko w krótkiej wersji mogą wyglądać dobrze. Niedorobione takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, ale pod jakim względem "niedorobione"? Może po prostu potrzebujesz fryzjera z prawdziwego zdarzenia? :)

      Usuń
    2. Nie, nie, z fryzjerki akurat jestem zadowolona. Problem leży w mojej głowie (i na niej też w sumie). Zagnieździło się w moim małym rozumku jakieś takie dziwne przekonanie, że prawdziwa kobieta musi mieć długie włosy. A moje cienkie piórka nie są zbyt dobrym materiałem na powalającą czuprynę. Stąd rzeczone niedorobienie.

      Usuń
    3. Szczerze? Znam kilka młodych kobiet, które o niebo lepiej i o wiele bardziej kobieco wyglądają w krótkich włosach :) Mało tego, wręcz nie wyobrażam sobie żeby miały owe włosy zapuścić. Wiele by na tym straciły :) Przemyśl to!

      Usuń
  11. Mam właśnie samodzielnie stworzoną mgiełkę - póki co efektów nie widać, ale mama nadzieję, że czupryna mi się odwdzięczy z czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również liczę na długofalowe efekty :) Życzę wytrwałości!

      Usuń
  12. super zakupy :)
    ja szukam swojego idealnego 'włosowego' zestawu...
    olejek rycynowy bardzo polubiłam...i fajnie nawilża, szczególnie suche końcówki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzysz, że nigdy go nie miałam? :)

      Usuń
  13. świetne zakupy! a ja czekam w takim razie na Twoją "pełnometrażową" historię :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anwen, obym kiedyś miała się czym pochwalić :)))

      Usuń
  14. O jeeeeeej, naprawde duzo tego kupilas! :) Na pewno beda ci ulatwiac pielegnacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem o tym przekonana - biorę się ostro do roboty, koniec półśrodków :)

      Usuń
  15. Violl, super zakupy! :)
    Ostatnio buszowałam po ZSK, ale od zakupów odwiodły mnie spore braki w asortymencie... Poszłam do konkurencji ;)
    Poza tym ciekawa historia włosowa. Też przeszłam przez etap krótkich włosów, ale w 4 klasie podstawówki. Zdziwiło mnie, że miałaś ścięte włosy po komunii, to serio jakaś tradycja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim otoczeniu dziewczynki zazwyczaj zapuszczają włosy do I Komunii, a potem je ścinają. Jedne kilka cm, inne kilkadziesiąt. Ja w wieku 9 lat nie miałam zbyt wiele do powiedzenia, krótka fryzura to był pomysł mojej mamy. Ona była zachwycona efektem (do dzisiaj to wspomina), ja niekoniecznie... :P

      Usuń
  16. Jestem zachwycona Twoimi zakupami :) sama już pewien czas zbieram się do złożenia zamówienia na ZSK. I widzę, że kupię podobne rzeczy, co Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale się obkupiłaś :)

    Ja stawiam przede wszystkim na nawilżanie :) Regularne olejowanie i maski czynią cuda :) Ponadto skupiam się na wcieraniu różnych specyfików w skalp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejowanie, nakładanie masek i wcieranie specifików praktykuję już od kilku miesięcy :)) ale to wciąż za mało...

      Usuń
    2. Bardzo fajny post :)

      Ja też od pewnego czau dbam bardziej o swoje włosy,czyli olejowanie,maseczka nawilżające,wcierki,szampony bez sls i silokonów,serum na końcówki.Zauważyłam że moje włosy potrzebują czegoś więcej,więc skuszę się na pewno na te produkty.

      Usuń
    3. Więc walczymy razem :)

      Usuń
  18. świetne zakupy :)) ja kiedyś wcierałam różne cuda we włosy, robiłam mgiełki ale z lenistwa porzuciłam ten rytuał :o dzięki Tobie może powrócę do zabawy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renia, Ty masz włosy w tak dobrym stanie, że bez wcierek i innych cudów też wyglądają świetnie :) Ale fakt, pielęgnacja nie zaszkodzi :))

      Usuń
    2. Viollu dziękuję :*

      zgadzam się :)) nie można spoczywać na laurach :-p wczoraj wtarłam sobie w końcówki olej monoi :D ach co za zapach :D

      Usuń
  19. ja zaczynam olejowanie, szukałam na zsk aloesu ale nie znalazłam- nie wiem jak to możliwe skoro Ty go kupiłaś, poszukam jeszcze raz. Jaka cena za aloes i kwae hialuronowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie" 60 ml - 11,90 :) mniej więcej tyle samo kosztuje kwas hialuronowy 1%.

      Usuń
  20. Ja tylko napiszę, że przyłączam się do walki :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...