środa, 18 maja 2011

W stylu retro :))

Czy Wy też macie tak, że wybierając kosmetyki w pierwszej kolejności kierujecie się ich wyglądem? Że czasem kupujecie właściwie zbędny produkt tylko dlatego, że jego opakowanie rzuciło Was na kolana? Ja owszem :)) Uwielbiam mazidła, których design urzeka, a już samo posiadanie sprawia dużą przyjemność. Czasem - dla cudnego pudełeczka - jestem skłonna zaryzykować zakup w ciemno. Nie inaczej było, kiedy zdecydowałam się na zamówienie słynnych na całym świecie balsamów do ust Rosebud :))


Urzekła mnie ich stylistyka - okrągłe, solidne, metalowe puszki w stylu retro :)) Doliczając do tego ogólnoświatową sławę marki Rosebud oraz niewygórowaną cenę stwierdziłam, że nie mogę się nie skusić ;) Zamówienie (oczywiście wspólne - wizażowe ;)) kliknięte zostało z oficjalnej strony Rosebud Salve: KLIK. Kilkanaście dni oczekiwania i... tak! Przyszły moje retro-cuda :))

Skusiłam się na warianty: Brambleberry Rose...


... oraz Strawberry:


Oba goszczą w mojej kosmetyczce od wielu miesięcy. Używam ich codziennie i pierwsze co rzuca mi się w oczy, to wydajność. W puszce Brambleberry Rose zostało jeszcze około połowy produktu, natomiast ubytek balsamu truskawkowego (którego faktycznie używam rzadziej) wynosi około 20%. Trwałość tych kosmetyków to 30 miesięcy od otwarcia - nie jestem pewna, czy (pomimo codziennego stosowania) zdążę je zużyć. Są nie do zdarcia :)) Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić - za niespełna pięć dolarów otrzymujemy 22 gramy produktu zamkniętego w puszce o średnicy 5 cm! Sporo, prawda? :)


Bez ceregieli stwierdzę, że oba balsamy kocham miłością wielką. Ale taką największą z wielkich darzę wersję Brambleberry Rose ;)) Pachnie jak połączenie róży, jagodowych owoców i miodu. Ma jedwabistą, jakby żelową, dość zwartą konsystencję. Genialnie się aplikuje - najlepiej palcami :) ponieważ delikatnie mięknie pod wpływem ciepła. Jest praktycznie bezbarwny, nie nadaje koloru, ale w jakiś magiczny sposób podkreśla naturalną barwę ust nieco ją ożywiając. Balsam Strawberry przegrywa o tyle, że nie pachnie już tak ładnie (aromat truskawki jest tu niestety nieco chemiczny). Jest twardszy od poprzednika, dlatego noszę go w torebce - istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że zacznie rozpływać się pod wpływem gorąca ;) Nie zmienia to jednak faktu, że również jest jedwabisty i bardzo przyjemny w aplikacji.

Balsamy Rosebud nie bez powodu cieszą się wielką sławą. Doskonale nawilżają i odżywiają usta. Są lekarstwem na spierzchnięte, popękane wargi. I uwaga - radzą sobie również w roli maści na suche łokcie, kolana, pięty... :)) W końcu takie było ich pierwotne przeznaczenie. Stworzył je aptekarz, który pragnął wynaleźć preparat na suchą, zaczerwienioną, uszkodzoną mechanicznie skórę. A było to 41 lat temu!

Dla zainteresowanych zamieszczam składy:



Spieszę nadmienić, że oryginalny, bezzapachowy wariat balsamu do ust Rosebud dostępny jest również w formie tubki. Bardziej higieniczne? Z pewnością. Ja jednak za nic nie zamieniłabym moich pachnących, cieszących oko retro-puszek :)) i tak sobie myślę, że zapuszkowany balsam Rosebud to świetny pomysł na prezent. Chyba każdy polubiłby skuteczną pielęgnację w stylu retro :))

52 komentarze:

  1. ja lecę na takie opakowania jak sroka;) i Ty mi mieszasz teraz wgłowie - bo mam błyszczydeł moc, a te są po prostu śliczne i ich chcę;)

    OdpowiedzUsuń
  2. It's piękne :D

    Mogłabym je mieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przy zakupie patrzę głównie na opinie na KWC, bez wizażu czuję się kompletnie zagubiona :D
    Ale świetne puszki :D jakby był dostępny w Polsce to już by być mój :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne opakowanie:) Też chcialabym takie balsamiki! I jeszcze jak dobrze działają:D Ale ilość w opakowaniu mnie przeraża:D

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tez - choc nie lubie zbytnio smarowac ust to na bank bym je kupila . no cos taka Babaska natura ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. piekne:) u mnie na pierwszym miejscu jest zapach, opakowanie na drugim:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Barwy.wojenne, witaj w klubie :D

    Ew., it's bjutiful ;))

    Tusia, właśnie wizaż przyczynił się do tego, że poznałam Rosebudy ;)

    Kleopatre, fakt, ilość duża... taki zakup to zobowiązanie na długie miesiące ;)

    Smieti, ja właśnie tak zrobiłam - kupiłam pomimo, że rzadko maluję usta ;) Ale odkąd je mam, balsamuję je codziennie :)

    Kosmetykoholiczko, problem w tym, że przez Internet nie da się powąchać ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Retro to to co kocham, zawsze się skuszę. Te wyglądają słodko, tylko to petrolatum na pierwszym miejscu, wolę moje Figs & Rouge, też mają śliczne opakowania:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kuszące :) idę obadać sprawę :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Dezemko, :)

    Pieknoscdnia, czaję się i na nie :P

    Greatdee, :))

    OdpowiedzUsuń
  11. piekne opakowania! a jesli jeszcze tak dobrze dzialaja to MUSZE je miec! (mimo, ze nienawidze nakladania smarowidel do ust palcem) ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chanel, prawda? :)

    Pierniczkowa, skoro tak, to może lepiej zamów sobie Rosebud Original w tubce? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. świetne, już zaczęłam je klikać ale się opanowałam w porę. denkoooooooooooooooooooo!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja kocham swoje brambram :)
    Najlepsze smarowidlo jakie kiedykolwiek mialam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Stri-lingo, hehe... ja też muszę się hamować, żeby nie zamówić kolejnych smarowideł przed zużyciem tych :P

    Bea, Brambleberry jest naj! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem łasa na ładne opakowania :D Te od razu przykuły moje spojrzenie ;)
    Pierwszy raz o nich słyszę, może kiedyś wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Śliczne opakowanka a ten ciemniejszy ma fajny kolorek xD

    OdpowiedzUsuń
  18. Iwetto, tego Ci życzę, są naprawdę fajne :) zwłaszcza wersja Brambleberry :D

    Yasminello, też tak uważam ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. o matko! pomieszało mi sie i napisałam na Twoim starym blogu ;)
    zadowolona jesteś z tych marynarek? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Paula, no właśnie trochę się zdziwiłam :D
    Co do marynarek - są ok :) do dżinsów jak znalazł. Są dłuższe niż sądziłam, ale to nic. Jakość w porządku. Być może jutro uda mi się zrobić jakieś zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Heh, pamiętne zamówienie :DDD

    OdpowiedzUsuń
  22. Też mam Brambleberry i ubóstwiam:))
    Dodatkowo wzięłam zwykłego Rosebuda ale jednak zapach już nie ten...

    Na pewno kiedyś się jeszcze skuszę na inne :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Też lecę na ozdobne, ciekawe opakowania, nie bacząc czasem na zawartość :P ostatnio widziałam takie stylizowane w H&M, były miętowe i waniliowe.
    Balsamideł do ust używam codziennie, moim obecnym KWC jest Tisane, dziś kupiłam wreszcie sztyft, który u Ciebie podejrzałam ;-) (hurra!), ale na taki różano-miodowy zapach na pewno bym się skusiła :D
    Czy jest podobny do Tisane, czy to inna bajka?

    OdpowiedzUsuń
  24. Cammie, :D

    Is, tak właśnie podejrzewałam, że klasyczny Rosebud nie jest już taki fajny :)

    Idalio, to inna bajka :) Tisane ma konsystencję jakby pszczelego wosku, bardzo łatwo się topi. Rosebud to jednak bardziej żel, niż wosk, no i nie ulega ciepłu aż tak łatwo ;) Zapach też inny :) Co nie zmienia faktu, że kocham i Rosebudy, i Tisane ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. super wyglądają ale nie lubię produktów do ust "na palucha". chociaż pewnie jeśli byłby dostępny w sklepie - byłby mój :)

    OdpowiedzUsuń
  26. oj tam tubka, to puszka cieszy oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. ehh zdecydowanie uwielbiam błyszczyki w tej formie, moim nr jeden od jakiegoś czasu jest:
    The Body Shop - seria Black Velvet: Apricot Lip Balm

    http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=33066


    opakowanie również metalowe, oczywiście nie tak ładne jak zaprezentowane przez Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ada, zawsze możesz używać składanego (tzn. "chowanego") pędzelka ;)

    Pierniczkowa, no fakt... :D

    Milly, Twój też wygląda intrygująco!

    OdpowiedzUsuń
  29. zostalas otagowana!!! http://smieti.blogspot.com/2011/05/top-10-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  30. Viollu nie dziwię się, że lubisz takie rzeczy a kto by nie lubił ;) cudowne są takie retro opakowania :D

    a od miziadeł usteczkowych jestem uzależniona :))

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja mam pytanie, może troche głupie, ale dla mnie to dość ważne. Jakie są w smaku? I to dosłownie (nie to żebym się błyszczykami zajadała) :P Bo zapachy brzmią baaardzo smakowicie, ale jednak to na ustach jest i niektóre błyszczyki są tak mdłe w smaku że nie da się ich normalnie nosić.

    OdpowiedzUsuń
  32. Renia, :))

    ŚwiatEdki, pytanie jest całkiem sensowne ;) Ja nie czuję ich smaku, więc chyba go nie mają. Ale może jestem nieczuła ;) Jak już, to celuj w Brambleberry, obawiam się że lekko chemiczny zapach Strawberry może rzutować na posmak.

    OdpowiedzUsuń
  33. cudowny blog ♥♥

    zapraszam do mnie:
    http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. zostałaś otagowana http://nietylkokosmetycznie.blogspot.com/2011/05/zostaam-otagowana.html :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wyróżniam cię :)))

    http://no-to-pieknie.blogspot.com/2011/05/in-love.html

    OdpowiedzUsuń
  36. Zostałaś tagowana :))) Mam nadzieję, że weźmiesz udział w zabawie :)
    http://katalina-sugarspice.blogspot.com/2011/05/tag-top-10-award.html

    OdpowiedzUsuń
  37. przyłączam się do wielbicielek Blambleberry :) nie dość, że super pielęgnuje moje usta, to i pachnie przecudnie. Ale jednak co człowiek to nos - mój kumpel zawsze jak widzi jak wyjmuję Rosebud z torebki to nie może wyjść z podziwu jak ja mogę smarować usta czymś co tak nieładnie (?!) pachnie :p

    OdpowiedzUsuń
  38. RoxyOlsen, dzięki!

    Pierniczkowa, Cammie, Katalino - jestem zaszczycona! :)

    Annie, powiedz koledze, że się nie zna ;))

    OdpowiedzUsuń
  39. Uprzejmie donoszę, że zostałaś wyróżniona:)

    http://urodowy.blogspot.com/2011/05/moje-top-10-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  40. Dzięuję za odpowiedz, ale pewnie przekonam się jak sama spróbuję, każdy kolejny powód do zakupów jest dobry :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Hawa, dziękuję! :))

    ŚwiadEdki, skądś to znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Faktycznie opakowanie często sprawia, że kupuję coś czego kompletnie nie potrzebuję, ale dla samego wyglądu- WARTO! :-D

    OdpowiedzUsuń
  43. Ewa, widzę, że wychodzimy z tego samego założenia ;))

    OdpowiedzUsuń
  44. Viollet, czuj się winna - kupiłam Brambleberry Rose :D czekam na paczuszkę, mam nadzieję, że będę tak samo zadowolona jak Ty ;)))

    OdpowiedzUsuń
  45. Idalio, spokojna głowa! A w razie czego naganę przyjmę z godnością ;)))

    OdpowiedzUsuń
  46. Violl, hehehe :D coś czuję, że nagany nie będzie :)))))

    OdpowiedzUsuń
  47. Opos, widzę, że też ulegasz ich urokowi ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...